niedziela, 23 czerwca 2013

Tworzenie postów/Biologiczni ojcowie, biologiczne matki

  Dość łatwa rzecz. Wystarczy rozmawiać ze sobą. Z czasem jakieś przemyślenie samo przychodzi jak np. teraz. Jakieś 5 minut temu naszło mnie jedno, żeby zrobić taki wpis.
Gadasz do siebie, z racji, że nie masz nikogo, do kogo mógłbyś pogadać (plusy niemania nikogo, prócz kuzynek w mieście pełnym ludzi) i z czasem nachodzą Cię genialne przemyślenia, które wstawiasz na swój genialny blog. 


  A teraz slaszowa część posta. Rodzice. I ma to po części związek z tym, że dziś Dzień Ojca (to jest ta część http://www.niemaszprzyjaciol.pl/2013/06/my-father-will-guide-me-up-rope-to-sky.html), aczkolwiek zrodziła się ona tak przypadkowo. 
  Otóż w wielu filmach i czasami też w Życiu, zdarza się sytuacja, że żyjemy sobie szczęśliwie w rodzince, wołamy na te starsze osoby mamo, tato/ojcze, matko i nie zdajemy sobie sprawy z tego, że jedno z nich może nie być naszym biologicznym rodzicem. Dowiadujemy się tego czasami za pośrednictwem jednego z rodziców, albo możemy dość do tego na własną rękę, albo... powiedzmy, babcia zdradza nam tą "straszną" tajemnicę. Teraz pytanie co z tym zrobić? Ano, albo nic, albo poszukamy biologicznego rodzica. Możemy też w pakiecie dodać "nienawiść do aktualnych rodziców". 
  Kolejnym pytaniem jest: "Czy jest to zachowanie nieodpowiedzialne?". Czasami tak, czasami nie. To zależy głównie od dzieciaka. Jeśli już wcześniej miał jakieś wąty do rodziców, to teraz najprawdopodobniej od nich ucieknie w poszukiwaniu "prawdziwego" taty/mamy i się zacznie wielki płacz i zgrzytanie zębów, że dziecko uciekło. Może też być rozwydrzone, ale takie jest za mało samodzielne i butne, żeby zrobić krok w tym kierunku, za to z pogardą będzie patrzyło na tatusia i mamusię. Natomiast jeśli dziecko jest zdyscyplinowane i opanowane, nie będzie drążyło tematu (raczej), a po prostu spyta powierzchownie. I odpuści całej sprawie na jakiś tam czas, najprawdopodobniej do momentu w którym uzna, że wyjaśnienia są mu potrzebne. 
  Ostateczna konkluzja: 
Moim skromnym zdanie poinformować dziecko o tym, że nie jest się jego biologicznym ojcem, albo matką (zależy jakiej płci jesteśmy), powinno nastąpić w momencie w którym uznamy, że nasza pociecha jest wystarczająco samodzielna, żeby sobie z tym "ciężarem" poradzić. 

  Na koniec zaprawdę wyśmienity kawałek muzyczny :)  



wtorek, 18 czerwca 2013

Szczęśliwe życie Natana

  Ostatnio na mym umyśle ciągle siedzi pytanie: "Czemu Los nadal trzyma mnie przy życiu?" Pytanie to zalęgło się tam z powodu rozważania, co mogę oferować Światu, a przede wszystkim ludziom, którzy coś dla mnie znaczą. Każdego dnia dochodzę do konkluzji, że nie ma nic co mógłbym im oferować. Po prawdzie stawiam sobie kryteria w stylu: partner do dyskusji, przyjaciel, rodzina, powalony znajomy etc. W tych kategoriach niby coś istnieje, ale i tak mam wrażenie, że nie ma bardziej... replaceable man, niźli mnie.
  Nie zwykłem tego przyznawać przed sobą, ani innymi, ale czuję się dziś wyjątkowo zmęczony. 



niedziela, 16 czerwca 2013

O sensie Życia... again ;)

  "Moja kumpela powiedziała mi kiedyś, że sama sobie odbierze życie, ale dopiero po uświadomieniu sobie, że wszystko już na tym świecie zrobiła. Jest to przemyślane samobójstwo, więc nie powstrzymywał bym jej przed wykonaniem tego czynu. Z punktu widzenia logiki jest to całkowicie sensowny czyn, bo i po co kontynuować swój żywot jeśli nie ma w nim już nic do odkrywania." - moje stare przemyślenie, gdy jeszcze zapisywałem je w małym notatniku. Pisownia i treść - pierwotna.
  I teraz mnie, tak własnie nachodzi znów, to przemyślenie. Jeśli doświadczymy wszystkiego czego w Życiu doświadczyć pragniemy. Zaznamy wszystkiego czego pragniemy w Życiu zaznać, zobaczymy wszystko co pragniemy zobaczyć, to czy jest sens dalej kontynuować żywot, jeśli osiągnęliśmy wszystko? Czy jest sens zaznawać dalej egzystencji? A co jeśli w tym czasie do odwiedzin Śmierci jedyne co odnajdziemy, to cierpienie? Czy wtedy będzie warto i czy będzie sens żyć po tym, jak udało nam się spełnić? 
  O sensie Życia już pisałem i nadal się tego trzymam. Sprowadza się On do jednej prostej rzeczy. Sensem Życia jest Miłość. I nie chodzi mnie tutaj, tylko o taką partnerską, ale względem wszelkiego stworzenia, zarówno naturalnego, jak i ludzkiego. 
  Więc teraz proszę Cię, Drogi Czytelniku - zastanów się czy jest sens kontynuować żywot, gdy czujesz, że już się spełniłeś?  
  Wg. mnie, moja kumpela miała i ma rację. A czy wg. Ciebie ma? Zostawiam Cię z tym przemyśleniem sam na sam i resztę dnia :) 


niedziela, 9 czerwca 2013

Ucieczka od Świata

  Często nachodzi człeka myśl o tym by opuścić przybytek obecny, przybytek dostatni. Gdy uważa, że Żywot jego nie sprawdził i nie pokrył się z tym, czego by pragnął, gdy dopada go poczucie bezsilności wywołane samotnością, wtedy człek postanawia zrezygnować.
  Robi to w sposób łatwy, aczkolwiek nieprzyjemny względem widzenia honoru. Używa ucieczki w wojskowej nomenklaturze znanej jako taktyczny odwrót. Wykonując tenże taktyczny odwrót, człowiek zaczyna szukać swojej ścieżki w Życiu. Zaczyna szukać miejsca dla siebie w tym Świecie. Czasami je znajduje, czasami się błąka i gubi, a czasami dopada go przekonanie, że cały Świat, jest właśnie tym miejscem do którego przynależy. Wtedy, Żywot jego staje się łatwiejszym, dającym zrozumienie, spokój, opanowanie i co najważniejsze stabilizację. I mimo, iż nie ma nikogo znajomego, nikogo ukochanego w pobliżu, to człek ten czuje się spełniony.
  Właśnie dlatego Drogi Czytelniku, prawdopodobnie tego lata uczynię taki właśnie, taktyczny odwrót i może wreszcie znajdę ten ukochany przeze mnie spokój :)

  A teraz smęty na bok i pora na coś lekkiego dla ducha :)