czwartek, 28 lutego 2013

Moja dusza... paradoks

  Sam nie wiem jak mam siebie opisać. Moja moralność jest raczej na dziwnym poziomie. Smutne rzeczy mnie śmieszą. Śmieszne bawią jeszcze bardziej, a rzeczy, które nie bawią prawie nikogo, ze mnie wyciskają łzy.
  Uczucia mam zagmatwane jak labirynt Fauna. Niby chcę kochać i być kochanym, a jednocześnie, tak bardzo nie potrzebuję, żadnej osoby. Sam jestem sobie idealnym towarzystwem, a z drugiej strony odczuwam samotność. Smutek i gorycz życia, mieszają się u mnie z wrodzonym optymizmem i odczuciem przyjemność z każdego przeżytego dnia. Mam wrażenie, że mógłbym odebrać komuś życie bez problemu, a z drugiej strony tak bardzo obawiam się śmierci bliskiej mnie osoby. Mam motywację, do ćwiczeń fizycznych, ale jak mam nauczyć się czegoś, co obowiązuje mnie na studiach, to za cholerę mnie się nie chce. Za to uwielbiam się uczyć rzeczy, które od jakiegokolwiek toku nauki z jakim miałem styczność, są bardzo daleko. ”Leniwizm” miesza się we mnie z chęcią posiadania wiedzy absolutnej. Niby wiem, że chcę być wojskowym i uśmiercać ludzi (w sensie wrażych), a jednocześnie chciałbym ratować życie kogokolwiek, kto byłby w stanie śmiertelnego zagrożenia.
  Od jakiegoś czasu jednakże mam coraz większe wrażenie, że po prostu wyjdę na „spacer” i już nigdy więcej nie wrócę w okolice które znałem od dziecka i które poznałem niedawno. Zapomnę o wszystkim i pozostawię ludzi, dla których w jakiś sposób (może) byłem potrzebny. Zostawię osoby które w jakiś ten, czy inny sposób mnie kochały.
  Sam stanę się sobie panem Życia i machiną Zagłady.


Z racji, że to już mój setny post, to postanowiłem na razie zakończyć moją działalność pt. "Staraj się jednego posta dziennie publikować". W każdym razie miło było i mam nadzieję, że jeszcze mnie najdą jakieś myśli (z pewnością tak będzie) i nadal będą pojawiały się aktualizacje :) 
W każdym razie chciałbym wam podziękować, za wasz czas, który straciliście czytając moje wypociny ;) Mam nadzieję, że aż tak bardzo go nie żałujecie :)

A jak macie za dużo wolnego czasu, to zapraszam na mojego opowiadaniowego bloga  :)



Klucz do życia

  Bieganie i czytanie. A teraz można się zastanowić dlaczemu? A dlatemu, że gdy biegamy, to w naszej głowie rodzi się inna jaźń. Taki mały człowieczek, co to wmawia nam, że dalej nie damy rady. Że już nie ma po co. Że zaraz wyplujemy swoje flaki. Ale my dalej brniemy. Brniemy, bo gdy uda nam się obejść tego człowieczka, gdy uda nam się zignorować, to co mówi, to pokonamy ten problem którym jest ból i zmęczenie. A gdy to uda nam się pokonać, to nie będzie żadnej rzeczy, której nie zdołalibyśmy przezwyciężyć :)
  A po co czytanie? Otóż jak już kiedyś pisałem, to prawdziwa osełka do mózgu. Czytając, rozwijamy dosłownie każdy aspekt naszego kochanego Mózgu, co sprawia, że rozwiązywanie problemów staje się łatwiejsze. Poza tym, przed nami żyło dużo ludzi, którzy mieli podobne problemy jak my. Tylko, że zamiast się nad sobą użalać i w ogóle, wzięli się do roboty i te problemy opisali. Opisali, nie nagrali, na taśmę magnetofonową, czy filmową, po prostu opisali. A dzięki temu posunięciu, dziś możemy sobie przeczytać, jak te problemy rozwiązać. I już nie będziemy musieli się nad tymi problemami głowić :)



I w pełni popieram pana Smitha :)

środa, 27 lutego 2013

"Do przodu pora iść"

  Przeszłość, szczególnie taka która nas raniła, zaprząta nam zazwyczaj myśli. Do pewnego momentu. Potem zostawiamy ją gdzieś na boku, bo sprawy codzienne nam ją przytłaczają, zasłaniają i zapominamy o niej. Ale gdy dojdzie do podobnej sytuacji, co w przeszłości, przypominają nam się te bardzo nieprzyjemne chwile. Ranią nas po raz kolejny, a bycia ranionym raczej nikt nie lubi (nie wliczam siebie i mnie podobnych). Więc żeby ułatwić sobie swój żywot, winniśmy porzucić Przeszłość, mimo, iż żal nam będzie z pewnością, tych dni. Po prostu, jak to ładnie ujął zespół Venflon, trzeba „zacząć wszystko jeszcze raz”.
  Nie możemy błądzić w meandrach bólu Przeszłości, ponieważ to nas wykończy. Musimy sprawić, że znów nadamy naszym myślą Sens, że po raz kolejny nasze myśli nie będą nam sprawiały bólu. Musimy „stworzyć Świat OdNowa” :)


wtorek, 26 lutego 2013

Entuzjazm

  Często to on właśnie napędza nasze postępowanie. Czasami jest to dobre, czasami nie bardzo, ale zawsze przyjemne.
  Przypływ emocji, buzujące w naszym organizmie hormony sprawiające, że chcemy się podejmować podobnych rzeczy na co dzień. To nasze nieustanne dążenie do Szczęścia jest wywołane m.in. przez entuzjazm właśnie.
  Jak jakaś rzecz się nam spodoba, to nadal chcemy ciągnąć jej istnienie, co byśmy o niej nie zapomnieli, bo utracimy dla nas ważną cząstkę Życia. A potem podejmujemy się tak bez niczego nowej rzeczy, którą dopiero ujrzeliśmy/poczuliśmy i od razu się nam spodobała. I to jest właśnie poprawny sposób Życia, a nie jakieś pitu pitu o tym, że trzeba się zastanowić ;)


poniedziałek, 25 lutego 2013

"Życie wg ściśle określonych zasad"


  Każdy człowiek w pewnym momencie, zaczyna żyć według własnych ustalonych zasad. Kodeks ten obowiązuje go od momentu, kiedy go stworzy, aż do żałosnej Śmierci swej osoby. Haczyk jednakże tkwi w możliwości modyfikacji zmiany Kodeku. Nie istnieje on na papierze, a nawet gdyby, to w każdej sekundzie Życia można wziąć go w rękę i nałożyć odpowiednie poprawki. Dlatego właśnie, Kodeks jest tak uniwersalnym wyznacznikiem stylu naszego Życia. Są w nim zasady, które powstrzymują nas od robienia różnych rzeczy, ale można je zawsze zmodyfikować… nieznacznie oczywiście ;) Są też takie, które pozwalają nam czuć się pewniej, gdy podejmujemy się kolejnego zadania. Są też takie, które po prostu mówią nam, co konkretnie powinniśmy uczynić w danej sytuacji, aby nasze Sumienie i nasza Dusza, były w stanie Równowagi. Ani za dużo Zbawienia, ani Potępienia, tak… akurat.
  A więc drogi Czytelniku, jeśli jeszcze sobie takiego Kodeksu nie stworzyłeś, to najwyższa pora, bo znacznie ułatwia to Życie... a przynajmniej moje się takie stało :)


Jogging


  Nie wiem dlaczego ludzie są tacy niechętni i stronią wręcz od ćwiczeń fizycznych. Ja wiem, że większość ludzi, których spotykam na co dzień, ma pracę która nie jest ich spełnieniem marzeń i zazwyczaj jest to „harówa”, ale czy tak trudno znaleźć sobie chociaż to pół godziny wolnego czasu i po prostu iść się przebiec? Przecież nikt od nikogo nie wymaga od razu przebiegnięcia sprintem maratonu. Po prostu, odstąpić od codziennego tempa marszu na rzecz szybszego i znaleźć sobie jakąś trasę. Nic prostszego. Ale zamiast zrobić coś dla ciała, to nadal większość się truje i spędza kanapowy tryb życia.
  Kiedyś i tak umrzemy - prawda, ale przecież można sobie to umilić trochę wytrzymalszym organizmem, co lepiej zniesie nieprzyjemności Losu. Przynajmniej nie będziesz musiał człowieku narzekać :)


piątek, 22 lutego 2013

Zangielszczenie języka


  Polski język, piękny język i lubimy go używać. Łatwy do nauki nie jest nawet dla Polaków, ale tendencja globalizmu sprawiła, że coraz częściej skróty polskie, są zastępowane przez anglojęzyczne. A to z powodu, że nie da się ich przetłumaczyć tak, żeby nie straciły na swoim znaczeniu i „wyrazie”, a to po prostu dlatego, ponieważ lubimy być „światowi”, a to po prostu bo są łatwiejsze. 
  Przykładem który wam podam, będzie ten który jako tako znam. W ZRMach (i nie tylko) używa się skrótów anglojęzycznych, jak np. VF, PEA, VT etc. ponieważ są one szybsze w użyciu (a tutaj czas jest ważny), ponieważ każdy je zna, ponieważ łatwiej dzięki temu współpracować np. z jednostkami z innych państw, ponieważ większość ekwipunku medycznego w podstawie (jak Lifepack np.) działa na języku angielskim. Dlaczego tak się robi? No cóż, łatwiej jest wyszkolić ratownika medycznego w działaniu na skrótach angielskich, niźli całe oprogramowanie pisać od początku w języku polskim.
  Z resztą to nie tylko PRM, ale także wojsko z pewnością policja no i my sami indywiduale, też często używamy angielskich skrótów, a nawet całych zwrotów. Najczęściej robimy to po prostu, bo brzmią bardziej „badass”, czyli na nasze – kozacko. W wojsku chyba najlepszym przykładem będzie „ajdik”, albo „ins”. Kolejno IED – Improvised Exploding Device (wcześniej Insurgents Exploding Device), czyli na polskie mina-pułapka, albo bardziej dosłownie Improwizowane Urządzenie Wybuchowe, a „ins” to po prostu skrót od „Insurgent(s)”, co można przetłumaczyć jako bojownik(cy), albo powstaniec(y).
  Ale w ogóle, skąd to przeniknęło do naszego języka? Ano globalizacja po prostu. Wszelaki dostęp do Internetu, kontakt z państwami anglojęzycznymi, ale także z nieanglojęzycznymi, gdzie podstawowym językiem po ojczystym jest właśnie angielski (idzie mnie o naukę w szkole), wszelkie umowy w grach, filmach, książkach etc., muzyka, filmy, gry. Angielski (jeśli idzie przynajmniej o nasz „zachodni” świat) to język z jakim najszybciej się spotkamy, więc nie dziwota, że przenika ona i staje się integralną częścią życia. I nie ma co z tym walczyć, bo to i tak nic nie da.


czwartek, 21 lutego 2013

Neologizmy

  Tworzyć słowa można w każdej sytuacji, zazwyczaj od nazwania rzeczy już istniejących ale w jakiś inny sposób. Albo po prostu bo mamy taki kaprys. Jak np. słowo które powstało w mej głowie przez przypadek: "braćpo". Narodziło się ono w sumie z dosłownego tłumaczenia angielskiego zwrotu "take after" (co znaczy mniej więcej "poprzeć kogoś; stanąć za kimś murem"). Łapiecie o co chodzi. Take = brać; after = po, wieć tak sobie ubzdurałem słówko "braćpo", no i jest. Od tamtego momentu będzie w mojej głowie stało murem.
  A teraz taki bardziej neologizm, który rzeczywiście miałby jakieś znaczenie: "wulgaryźmić" (wydaje mnie się że ta forma jest poprawna). To po prostu czasownik od "używać wulgaryzmów". No bo jak jest "bluźnić" i "przeklinać", to dlaczego nie mogło by być "wulgaryźmić"? Wiem, że to brzmi może mało... inteligentnie, ale z czasem da się przyzwyczaić, tak samo jak do "mi". "Mi się nie chce", "Mi to nie odpowiada", technicznie powinno być "Mnie się nie chce", "Mnie to nie odpowiada", no ale się przyjęło i jest. W zapisie jest to błąd, ale jako forma słowna jest dopuszczalna.
  A więc, jak widzicie słówka można stworzyć w przypływie chwili, jako coś całkowicie bez znaczenia (a może jednak?), albo po prostu tworząc czasownik, od zwrotu. Więc czemu by tego nie robić? Przecież oficjalnie do języka polskiego trafić nie musi, ale zabawa zawsze jakaś tam jest na nudne chwilę dnia. A więc bezimienni przyjaciele, do roboty :)


środa, 20 lutego 2013

Pamięć rzeczy zapomnianych

  Dobre wspomnienia zazwyczaj wiążemy z miejscami i sytuacjami w których towarzyszyły nam ukochane osoby. Gdy tych osób w nich nie ma, to nadal są przyjemne, ale tak jakby trochę mniej, a pamiętamy je głównie z powodu sentymentu. Dobre wspomnienia  są dla nas podporą w sytuacjach trudu życia. Działają niczym latarnia w mroku, wskazując nam drogę do szczęśliwego zakończenia tychże sytuacji. Jednakże gdy tracimy osoby, które w tych wspomnieniach uczestniczyły, bądź były ich bezpośrednią przyczyną, to tracą one powoli sens. Wypalają się, a jedyne co nam wtedy pozostaje to lęk. Lęk, przed którym chroniły nas, niczym tarczą, wspomnienia. Lęk, który sprawia, że rozpadamy się niczym tafla lustra rozbita kamieniem. Jednakże nikt tego nie widzi, ponieważ jesteśmy niczym zamknięty pokój. Może czasami usłyszy, ale i tak rzadko kiedy zwróci na to uwagę.


poniedziałek, 18 lutego 2013

It's all 'bout money


  W naszej erze globalizacji, ale także w przeszłości, pieniądze odgrywały i odgrywają znaczną rolę. Tak samo jak i teraz, było kiedyś. Prawie wszystko i prawie każdego, można było kupić (i nie chodzi mnie o niewolnictwo).
  Do czegokolwiek co zechcemy zdobyć, bądź dostać, zniszczyć, bądź zapomnieć, wystarczy odpowiednia suma pieniędzy. Żeby stać się panem, musimy mieć kasę. Żeby stać się władcą, musimy mieć kasę. Żeby istnieć, musimy mieć kasę. Żeby mieć cokolwiek, musimy mieć kasę. Żeby robić to co kochamy, musimy mieć kasę.
  Bez pieniędzy upadamy. Upadamy nisko i boleśnie. A dźwignąć się na nogi i wyjść z tej jamy w którą wpadliśmy, jest niesamowicie ciężko. Szczególnie, że z góry jeszcze spadają na nas skały, rzucane przez tych, których kasa się trzyma. Ale nie ma tego złego. Nadal się wspinamy. Nie leżymy już na dnie. Nie czeka nas tam pewna śmierć. Jasne, że podczas wspinaczki czasami oberwiemy, ale lepiej dostać tutaj, niż tkwiąc na samym dnie, a ból sprawi, że będziemy się chcieli po prostu szybciej stamtąd wydostać. A gdy wydostaniemy się na szczyt, jedyne co ujrzymy to cienie, które swą duszę trzymają w portfelu, rozdrobnioną na drobne. I z czasem, my także się tacy staniemy.
  A jeśli chcemy tego uniknąć, to po prostu o tym zapomnijmy i ruszmy gdzieś w daleką dzicz.


P.S. Sorki, że nie publikowałem ostatnio nic, ale mam małe problemy z połączeniem internetowym.

piątek, 15 lutego 2013

Fap, fap, fapping

  Masturbacja, onanizacja, ipsacja, samogwałt, bo pod takimi nazwami funkcjonuje zjawisko "robienia sobie dobrze", to po prostu naturalne dawanie sobie ulgi w cierpieniach samotności. Jeśli nie mamy pomocnej dłoni (If you know what I mean ;)), albo "brzoskwinki" bądź "drąga" i w zależności od tego możemy się albo "nabić", albo "zamoczyć" (opcje dobrać adekwatnie do płci... no chyba, że mamy odmienną orientację... albo po prostu gdy lubimy "inne" rzeczy), to nie pozostaje nam nic innego, jak "fapping" (u płci "pięknej" nie pamiętam jakie miano to nosi), zarówno ten "analogiczny" jak i "automatyczny" tzn. Renią Rączkowską, bądź "Wibrującym Przyjacielem".
  A pytanie powstaje: po co to robić? No cóż, jak już napisałem, cierpienie samotności, po prostu nie potrafienie znalezienia sobie partnera seksualnego (różne powody), ktoś jest nałogowcem i mu to nie wadzi, dziewczyna/narzeczona/żona nie chce "obrobić drąga", chłopak/narzeczony/mąż nie chce "jodłować w dolinie", bo po prostu większą przyjemność niż ludzie, sprawiają nam maszyny etc.
  Co daje "fapping"? Cóż... przede wszystkim robimy sobie dobrze, a dla psychy jest to ważne, dodatkowo u mężczyzn obniża też poziom testosteronu... co chyba też jest dobre... a przynajmniej na łysienie.
  A więc, co wybrać? Sex, czy onanizm? Z dwojga dobrego, wybierzcie sobie sami :)










środa, 13 lutego 2013

Niebieski ptak

  Człowiek o wolnej duszy spętanym nigdy nie będzie, bo gdy tylko pomyśli o tym, żeby się wybrać, to nic go nie zatrzyma. 
  Wielu z nas tak ma, że chciałoby się uwolnić, ale jesteśmy spętani tak przyziemnymi sprawami, jak praca, nauka (w senie szkoła), rodzina, którą byśmy pozostawili (w sensie rodzice, kuzynowie etc.; nie nasz partner) i masa podatków, a także problemy po prostu czysto prawne, które zapobiegają takim właśnie wybrykom. Ale, jak już postowałem, nie ma rzeczy niemożliwych. Wszystko czego trzeba to upartość. Musimy sobie wmówić, że chcemy się "wydostać", a potem pójdzie jak z górki, bo nasza świadomość zacznie działać jak obiekt kulisty na równi pochyłej. 
  Więc rozwiązaniem wolności, jest właśnie upartość w dążeniu do tego celu. Musimy chcieć się uwolnić, a wtedy nic nas nie powstrzyma. Ani nasza moralność, ani tym bardziej sentymenty, ani tym bardziej prawo.
  Jak już ruszymy, to nieważnie gdzie byśmy trafili, czuć się tam będziemy dobrze :)




wtorek, 12 lutego 2013

Wtorek

  Taki dzień ni w pizdę, ni w oko. Ani to środek tygodnia, ani nic ciekawego. Poniedziałek, początkiem tygodnia i każdy dnia nienawidzi (a w szczególności, jak napierdala do roboty, której niechętnie się podejmuje), środa to taki umowny środek tygodnia, czwartek wiadomo, dzień przed piątkiem, a piątek to początek łikendu (przynajmniej dla niektórych) więc siłą rzeczy trzeba go uwielbiać. 
  No chyba, żeby uznać wtorek, za ten dzień, do którego dążymy jako pierwszego po poniedziałku. Wtedy nadaje mu to zupełnie innego wydźwięku. Wtedy staje się "światełkiem w tunelu", "ostatnią nadzieją", "pierwszym razem", "pierwszymi wakacjami", po prostu czymś co dopełnia naszą duszę, czymś co nadaje sens życiu.



P.S. Wczoraj co prawda doszła, do mnie paczka, ale dopiero dziś miałem okazję ją rozpakować. I tak otóż państwa w mym posiadaniu znajduje się najnowszy album zespołu Venflon "Anomia" i jest zaiste chędogo gruby! :D


niedziela, 10 lutego 2013

Ważne rzeczy

  Czym one będą? W zależności od wieku się zmieniają, ale zazwyczaj jedną stałą będą przyjaciele. W końcu, z takimi z dzieciństwa się nie rozstajemy :) Dalej, to będą moralność, uczucia, zainteresowania, rodzina, miejsca, poczucie przynależności, związki, marzenia, poczucie własnego "ja", wykształcenie, inteligencja, praca, swoje miejsce na świecie, spokój no i wolność (niekoniecznie w tej kolejności).
  Wg. mnie, to są składniowe życia każdego człowieka i nie ważne gdzie się znajduje. Żeby osiągnąć całkowitą pełnię, trzeba by dostąpić transcendencji, ale z racji, że jedynym człowiekiem któremu udało się to zrobić był Budda (a przynajmniej tak się twierdzi), to trzeba pozostać przy tym co mamy. Musimy się poddać temu co sprawia, że nasze poczucie sensu i wypełnienia nie umiera w mroczniejsze dni naszego życia.
  Żyć trzeba? Niby tak, ale ważne, żebyście żyli, tak jak wam to podsuwa wasz umysł :) 
  Najważniejsze to być szczęśliwym :)




sobota, 9 lutego 2013

Dość ludzkości

  Obłuda, zakłamanie, śmierć niesiona sobie nawzajem , walka o surowce i tereny, w imię religii, albo miłości... a to nie wszystko. Próby przejęcia władzy nad światem przez tajne organizacje, syndykaty i resztę powaleńców. Ludzkość jest bardzo niedojrzała. Była, jest i będzie. To się nigdy nie skończy.
  Jeszcze trochę i naprawdę odejdę z tego świata... albo może po prostu go spopielić? Tak... to by było dobre rozwiązanie.
  Mam nadzieję, że może ktoś kiedyś ludzkość naprawi... może...




piątek, 8 lutego 2013

Outer space

  Obce cywilizacje, przebywające w głębokim kosmosie, egzystujące tak jak i my z dnia na dzień. Czy nas odwiedzają? Cóż, przypowieści o UFO (u nas NOL) zdarzały się już od baaaaardzo dawna. Nie myślcie sobie, że to tylko fenomen drugiej połowy XX w. Niezłe opisy o UFO pojawiały się np. w XV w., a także wcześniej, więc to zjawisko ma dość długą historię.
  Dlaczego, jeśli nas odwiedzają, nie kontaktują się z nami? Na to jest dość prosta odpowiedź. Po prostu uważają nas za niedojrzałe dzieci, które walczą we wspólnej piaskownicy, o to, kto dostanie ostatni kawałek tortu, bliżej nam znanego, jako Ziemia. Bo wyobraźcie sobie, gdybyście trafili, na planetę, zamieszkaną przez gatunek podobny do ludzkiego. Obserwujecie ich i widzicie, że leją się między sobą, o tak błahe rzeczy, jak surowce naturalne, władzę w polityce, wpływy korporacji. Teraz, gdy już kolonizujecie skutecznie kosmos, i odkryliście sposób na pokonanie śmierci, wydaje się wam to zachowanie bardzo, baaaardzo dziecinne i myślicie sobie "Hm... dzieciaki .. nie ma co na nich tracić cierpliwości. Poczekamy aż dojrzeją.", no i wysyłacie co rusz jakieś drony zwiadowcze, co to mają zarejestrować zmiany w zachowaniu gatunku na danej planecie. Jednakże, jeśli jesteście mniej cierpliwi, to po prostu używacie jakiegoś ataku orbitalnego, mającego na celu anihilację, tego jakże "rozumnego" gatunku, co ułatwi wam przejęcie planety.
  Mam wrażenie, że dopóki nie zrozumiemy, że Ziemia, to nasza wspólna piaskownica i nie zjednoczymy się w dość rozumny sposób, żaden obcy nam gatunek nie postanowi nawiązać z nami kontaktu. Mogę się też mylić i po prostu nikt nie zwraca na nas uwagi, bo jesteśmy w dalekim, zapomnianym regonie tej galaktyki.


środa, 6 lutego 2013

O OZW i zawale

  Z racji, że jestem na kierunku Ratownictwo Medyczne (co wg. pana dr Gacy powinno się zwać bardziej Ratowniczo-Medyczne, a to z racji, że ja i ziomki mnie podobne studiujemy medycynę ratunkową, a nie system Ratownictwo Medyczne), to coś niecoś już o Ostrym Zespole Wieńcowym i jego przedłużeniu, czyli zawale, mieliśmy. Więc dziś tą wiedzą, którą posiadam, podzielę się z wami.
  Zaczniemy od krótkiego opisu, czym jest choroba wieńcowa. Otóż serce, jakby nie było, jest mięśniem. Jednym wielkim mięśniem, który, tak samo, jak i reszta ciała, potrzebuje odżywiania. Tą odżywkę dostarczają naczynia wieńcowe, czyli takie tętnice i tętniczki. Jak taka tętniczka się zapcha, to następuje niedokrwienie mięśnia sercowego. A co zatyka te tętniczki? Zakrzep. A jak się tworzy? Cóż. W ściankach tętnic gromadzi się wapń i on tak sobie spokojnie narasta i narasta i narasta, aż w końcu PĘK! przebija wewnętrzna błonę tętnic, a na tym osadzają się płytki krwi, które dodatkowo dolepiają do siebie czerwone krwinki. I one tak narastają coraz bardziej, jak taki glon, aż w końcu się odrywają i docierają do światła tętnicy, które jest za małe i tworzą zator. 
  Ból z jakim się spotkacie, gdyby doszło w waszym sercu do zatoru, będzie miał charakterystykę palącą,  tak jakby milion rozgrzanych igieł na raz ktoś wam wbił w serce. Ból będzie miał charakter rozlany, będzie promieniował. Objawi się za mostkiem. To dość ważne, bo często możecie się spotkać, z bólem kłującym, który raczej nie ma nic wspólnego z OZW (aczkolwiek w medycynie nic nigdy nie jest pewne), a jest efektem stresu. Więc jak zacznie was boleć w ten rozlany, palący sposób, albo kogoś z waszego otoczenia, znaczy to, że doszło do niedokrwienia części mięśnia sercowego.
  Dobra, a teraz o zawale.
  Zawał to po prostu przedłużenie OZW, czyli obumarcie części mięśnia sercowego.
  Charakterystyka bólu: rozrywający, bądź gniecący, bądź jedno i drugie. Może też być palący. Rozlany, za mostkiem. Może promieniować do szyi, żuchwy, pleców na łopatki, lewej kończyny górnej, nawet do palców lewej ręki. Średnio u co piątego pacjenta stwierdza się postać brzuszną zawału tj. ból objawia się nie w klatce czy gdzie indziej, tylko w nadbrzuszu.
  Tak czy siak i przy OZW i przy zawale pogotowie należy powiadomić natychmiast, bo oba mogą przerodzić się w Nagłe Zatrzymanie Krążenia (NZK), a tu trzeba podjąć Resuscytację Krążeniowo-Oddechową (RKO) co nie każdy umie wykonać i nie każdemu się chce.
  Mała/duża rada: możecie podać poszkodowanemu aspirynę. Działa ona, najprościej rzecz ujmując, antyzakrzepowo, więc na ten "porost" z płytek krwi i krwinek działa jak marzenie :)
  No a więc trochę mojej wiedzy przekazałem wam dziś. Może będę jeszcze podobne posty umieszczał. Się zobaczy :) Mam tylko nadzieję, że przyda wam się to w przyszłości i może pomoże w jakiś sposób :)






wtorek, 5 lutego 2013

Życie

  Jak to się mówi, "dar od Boga", a jeśli tak jest to każdy ma prawo zrobić z nim co tylko mu się żywnie podoba. Jeśli to dar, to znaczy, że należy do nas i jego los spoczywa już tylko w naszych rękach. Nikomu w to ingerować. Za to warto zwrócić uwagę, że każdy kogo spotkaliśmy po drodze, ten sam dar otrzymał i warto mu dać się tym upajać, bo ma do tego prawo. 
  Od dzieciństwa jednakże, spotykamy się z tzw. zasadami, czyli zbiorem wymysłów ludzi, którzy stąpali po tym świecie przed nami. Zasady zostały stworzone i ustanowione w celu (a przynajmniej takie założenia niektórym twórcom przyświecały) ochrony i jak najbezpieczniejszego wykorzystania Daru, starając się przy tym nie ograniczać jego wykorzystywania, przez posiadacza. Opiekunowie, organy starające się egzekwować te zasady w prawidłowy sposób (jak np. Policja), a na samym końcu my sami - oto rzeczy, które sprawiają, że Zasady mają wpływ na nasz Dar. Ale bez obaw, Zasady można porzucić i w pełni zacząć wykorzystywać Dar. Problem powstaje, ponieważ zaczniemy z całą pewnością łamać Zasady i komuś się to nie spodoba, a to nie kończy się dobrze. Wyjściem jest po prostu udanie się w Dzikość. Niedostępne, wyludnione fragmenty naszego Świata, gdzie jedyne Zasady jakie obowiązują, to te ustanowione przez Naturę. 
  Jest Ci Świat gdzie indziej, więc nie ma się co przejmować Zasadami. Jeśli naprawdę są one przeszkodą do pełnego wykorzystania Daru, to należy je olać i udać się w podróż, która w końcu doprowadzi nas do upragnionego miejsca, w którym Dar będzie miał okazję, do rozwinięcia skrzydeł w pełni. 
  A potem, zostanie nam już tylko... Życie.





poniedziałek, 4 lutego 2013

Pompki

  Najlepiej jeśli są wykonywane zgodnie z duchem zaprawy więziennej, czyli w sposób kalisteniczny (co prawda można także, z obciążeniami, ale lepiej jednak w ten sposób to robić). 
  Co jest dobrego w pompkach, badź też push-upach (ach, będę taki światowy)? Przede wszystkim, że to bardzo proste ćwiczenie fizyczne, które można sobie zarzucić wszędzie i zawsze (ogólnie, bo wiadomo, że np. w kraterze aktywnego wulkanu, się ich nie porobi... no chyba, że jesteśmy niezniszczalni). Ćwiczą w sumie, nie tylko mięśnie klatki piersiowej oraz kończyn górnych, ale także mięśnie grzbietu i brzucha, dodatkowo także w pewnym stopniu angażują mięśnie obręczy miedniczej i kończyn dolnych. 
  Jest to ćwiczenie, które dobrze odrywa umysł od pracy, na wyższych levelach. Zamiast rozmyślać, o naszym szczęśliwym, bądź nieszczęśliwym życiu, zamiast rokminiać aspekty filozoficzne duszy, zamiast irytować się na rząd panujący, zamiast zastanawiać się czy cywilizacje pozaziemskie, rzeczywiście składają nam "wizyty", to po prostu skupiamy się na liczbie powtórzeń, jaka pozostała nam do ukończenia serii. 
  Dzięki pompkom, umysł można bardzo prosto oderwać, od problemów zaprzątających nam zarówno życie, jak i głowę.
  Pompki mają też wpływ na zdrowie. Każde ćwiczenie fizyczne jakie sobie zarzucimy w ciągu dnia, dobrze wpływa na nasze ciało. Jeśli ciało wyćwiczymy, do zadowalających nas... wyników, to także poprawiamy sobie samopoczucie, przez zwiększenia samooceny, a wtedy nasza pewność siebie także rośnie. Dzięki wzrostowi pewności siebie, łatwiej się odnaleźć w pracy, albo po prostu znaleźć lepszą, bo zaczynamy się lepiej cenić (ale nie przeceniać). Poza tym lepsze ciało, może wspomóc znalezienie sobie partnera, jeśli w tym tkwi nasz cel. Co tam jeszcze... kondycja. Fajnie się jednak człowiek czuje, jeśli po przebiegnięciu, np. 100 metrów, serce jednak nie wali jak młotem (co w naszym globalnym społeczeństwie, znaleźć idzie łatwo).
  A więc, Dobra Rada Wujcia Natana vol.3


Gdy Ci smutno
gdy Ci źle
pierdolnij serię pompek
wnet humor poprawi Ci się




niedziela, 3 lutego 2013

Moralność giętka jak nitka

  Każdy z nas ją ma, każdy ma jej inne wyobrażenie. Wszelkie działania, podejmujemy w odniesieniu do niej. Gdy coś wydaje się nam z nią sprzeczne, potępiamy to. Czy przynosi to profity, czy też nie, jeśli jest inne, to nie poprzemy tego w żaden sposób. 
  Decyzje "złe" i decyzje "dobre" - zobaczymy jakie są, tylko wtedy, gdy przepuścimy je przez filtr moralności. Jej plusem jest znaczna elastyczność. Jeśli nam coś odpowiada, ale nie do końca jest to zgodne z "dobrem", zazwyczaj zagniemy naszą moralność w tamtą stronę, żebym później nie wadziły nam wyrzuty sumienia. Moralność można też zerwać, co pozwala nam zapomnieć o ograniczeniach i możemy działać spokojnie i bez żadnych problemów jeśli idzie o duszę. 
  Kłamstwa, oszustwa, zabójstwa w imię celu, wykorzystywanie, pomoc, dobroć, przyzwoitość, miłość - to wszystko zatraca się w jedną masę, której nie musimy rozróżniać, bo nie mamy w tym żadnego celu. Mogę kochać jakąś osobę  ale jeśli stoi mi na drodze osiągnięcia celu, to eliminuję ją w jakiś sposób, bez żadnego zawahania.
  Moralność to przyjemna rzecz, dzięki możliwości kształtowania jej na nasze "widzimisię". Jest to jedna z tych zaprawdę idealnych rzeczy w osobowości człowieka. 


sobota, 2 lutego 2013

Rewolucja

  Rewolucja nie istnieje, ponieważ to nic innego jak zbiór wydarzeń, pomysłów etc. Weźmy np. "rewolucję" Apple. Co było w niej rewolucyjnego? Tak na prawdę to nic. Po prostu, firma wykorzystała patenty, stworzone wiele lat wcześniej, połączyła je w jedno i wydała pod nazwą iPhone. Ale z racji, że o tych patentach wcześniej nie było słychać prawie nic, to nagle cały świat się zaczął "spuszczać" na to, jacy to oni genialni są.
  Kolejny przykład rewolucji. Tym razem w polityce krajów. Zawsze w mediach i historii zapisuje się tylko wielkie zerwanie tłumu, ale praktycznie nigdy, te małe osobowości,  które zaczynają głośno wyrażać swoją opinię o rządzie panującym. Potem, do tej osoby przyłączają się inne podobnie myślące. Zakładają jakieś kółka Walki z Totalitaryzmem Polski, czy coś i stają się zauważalni, ale nie oficjalnie. Dopiero gdy rządy są coraz gorsze, a ludziom żyje się coraz gorzej, to ludność masowo dołącza do takich kółek, organizacji i prędzej czy później, rusza na rząd, żeby go obalić. Wtedy właśnie, do akcji wkracza prasa, telewizja i tak dalej (przynajmniej teraz) i nadaje temu zrywowi miano rewolucji, choć, nie był to wcale zryw natychmiastowy. Potrzeba było czasu i działania ludzi, żeby do tego momentu doszło.
  Teraz coś o przełomowych latach końca XIX i początku XX wieku, gdzie odbywało się wiele "rewolucji" zarówno w dziedzinie nauki, jak i przemysłu. Wiele pomysłów wtedy weszło w życie, ale nie zapominajmy, że one także były oparte o pomysły i badania, które istniały wcześniej, nawet parę tysięcy lat. I były szeroko wykorzystywane. Wiele pomysłów było skradzionych (dobrym przykładem jest Thomas Edison), a potem przez chwilę tkwiły w mroku, by znów ujrzeć światło dzienne, ale wszystkie naraz i buja! Znów świat się podniecał Rewolucją, choć w zasadzie żadnej nie było.
  A więc Świat podnieca się tym słowem i lubi używać go w nadmiarze. I tak pozostanie. Szczególnie w tej naszej erze globalizacji, gdzie tylko miniaturyzacja i zwiększanie wydajności sprzętu elektronicznego się liczy.



piątek, 1 lutego 2013

Powaleni znajomi

  Choć ciężko, to przyznać, każdy takiego przyjaciela, który ma nierówno pod sufitem, potrzebuje. Potrzebuje człowieka, który porwie się na rzeczy tak niedorzeczne, że on sam nie byłby w stanie nawet o nich pomyśleć. Potrzebuje człowieka, który w ten swój irytujący sposób bycia, wyciągnie go z pod chmur depresji, żeby deszcz smutku nie zalewał więcej jego umęczonej duszy. Potrzebuje człowieka, którego będzie pewien, jeśli wreszcie wpadnie na jakiś pomysł, którego realizacja wymagać będzie "nierówności na suficie". 
  Każdy w nas w gruncie rzeczy, chciałby być wolny. A dzięki czemu można osiągnąć, taką pełną wolność? Właśnie dzięki byciu takim powaleńcem. Ale nie zawsze człowiekowi udaje się takim stać, toteż znajduje sobie środek zastępczy w postaci powalonych znajomych, którymi się otacza. Trzymamy ich blisko siebie, bo strata kogoś takiego, wprowadziła by do naszego życia, sporo nudy i zaczęlibyśmy tracić to poczucie częściowego wyzwolenia, wolności, nieskrępowania przez pęty ludzkiego spojrzenia, polityki, władzy i dyktatury rzeczywistości. Powalony znajomy, to taki wyznacznik granicy, między prawdziwą wolnością, a uległością wobec tego uniwersum, które stworzyły te puste naczynia, władające nami i odpowiadające za mechanizmy tego świata.
  Jestem wielce rad, że jestem jednym z takich znajomych, a tym bardziej, że mam takiego znajomego, którego zwę Bracholem :)