Kolejny przykład rewolucji. Tym razem w polityce krajów. Zawsze w mediach i historii zapisuje się tylko wielkie zerwanie tłumu, ale praktycznie nigdy, te małe osobowości, które zaczynają głośno wyrażać swoją opinię o rządzie panującym. Potem, do tej osoby przyłączają się inne podobnie myślące. Zakładają jakieś kółka Walki z Totalitaryzmem Polski, czy coś i stają się zauważalni, ale nie oficjalnie. Dopiero gdy rządy są coraz gorsze, a ludziom żyje się coraz gorzej, to ludność masowo dołącza do takich kółek, organizacji i prędzej czy później, rusza na rząd, żeby go obalić. Wtedy właśnie, do akcji wkracza prasa, telewizja i tak dalej (przynajmniej teraz) i nadaje temu zrywowi miano rewolucji, choć, nie był to wcale zryw natychmiastowy. Potrzeba było czasu i działania ludzi, żeby do tego momentu doszło.
Teraz coś o przełomowych latach końca XIX i początku XX wieku, gdzie odbywało się wiele "rewolucji" zarówno w dziedzinie nauki, jak i przemysłu. Wiele pomysłów wtedy weszło w życie, ale nie zapominajmy, że one także były oparte o pomysły i badania, które istniały wcześniej, nawet parę tysięcy lat. I były szeroko wykorzystywane. Wiele pomysłów było skradzionych (dobrym przykładem jest Thomas Edison), a potem przez chwilę tkwiły w mroku, by znów ujrzeć światło dzienne, ale wszystkie naraz i buja! Znów świat się podniecał Rewolucją, choć w zasadzie żadnej nie było.
A więc Świat podnieca się tym słowem i lubi używać go w nadmiarze. I tak pozostanie. Szczególnie w tej naszej erze globalizacji, gdzie tylko miniaturyzacja i zwiększanie wydajności sprzętu elektronicznego się liczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz