wtorek, 29 grudnia 2015

Bóg naukowcem

Skąd to spojrzenie?
Deizm - ot co.

Konkretniej?
Fizyka kwantowa. Wyższe niż III-IV wymiary rzeczywistości i istoty, etc., etc. Ogólnie, to co jest na razie w królestwie domysłów, jeśli idzie o Naukę.

I właśnie takie postanowienie zakładając, że Bóg, jest właśnie tym, czyli 5 wymiarową istotą, można wyciągnąć kolejne założenie, że nie jest, jak to religie wszelakie go postrzegają, istotą nadrzędną, która jest wszechpotężna i w ogóle, tylko istotą znacznie bardziej rozwiniętą, od gatunku ludzkiego na obecnym poziomie.

I tak to właśnie sobie wyobrażam. Jako naukowca, który miał materiały i sposoby, aby stworzyć swój własny wszechświat, wrzucić w niego stworzone przez siebie mechaniki, a następnie obserwować, co się dzieje i jak ta zupa działa i czy w ogóle działa.

A biorąc pod uwagę fakt, że my (tzn. gatunek ludzki) jesteśmy też swego rodzaju bogami, to nie jest to pogląd, jakoś specjalnie pokrzywiony.




Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

niedziela, 1 listopada 2015

Paradoks? Tak.

Ale! Pozwólcie, że opowiem wam pewną, bardzo krótką historię...
Był sobie pewnego razu, pewien chłopak.
Smutny chłopak. Chociaż udawał, że tak nie jest.
Smutek wynikał z tego, że nie mógł być z pewną osobą.
A nie mógł z nią być, właśnie z powodu tego smutku.
Tak więc, chłopak był swoim własnym prowodyrem smutku.
Sam sobie robił krzywdę.
Był swoim wężem, który wiecznie pożera, swój ogon.
Czy chłopak mógłby się z tego wydostać? Pewnie tak. O ile by potrafił.
Ale chłopak nie potrafi. Jak to się mówi, wpadł w to gówno po same uszy.
I tak tkwi w tym stanie. Od lat. I z każdym rokiem, ten smutek narasta. A chłopak już nie potrafi tak skutecznie przed sobą udawać, że jest inaczej.
Bo chłopakowi kończy się "paliwo", które mógłby na to udawanie, przeznaczyć.
Paradoks? Tak.
Ale! Pozwólcie, że opowiem wam pewną, bardzo krótką historię...



Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

środa, 30 września 2015

Alkoholik, pijak, żul...

Czym jedno różni się od drugiego, a drugie od trzeciego?
Otóż, dziś w robocie mnie to naszło.
Jaka jest między nimi różnica?
Prosta.

Alkoholik - ktoś o dobrej sytuacji materialnej i społecznej. Kto nie obawia się negatywnych opinii, na swój temat.
Ktoś kogo stać na trunki najwyższej próby, marki, bądź jedno i drugie w tym samym momencie.

Pijak - ktoś o słabej sytuacji materialnej i społecznej, ale potrafiący "sępić" tj. wyłudzać fundusze od swoich znajomych, jakąś zmyślną śpiewką, bądź jadący na tzw. socjalu.
Osobnik wysoko socjopatyczny, ale jednak nie w pełni.
Uzupełnia płyny tzw. jabolami, czyli np. winem "Amarena".
Często prowodyr zadym mieszkalnych i na wszelkiego rodzaju "parapetówach".

Żul - ktoś o żadnej klasie materialnej i społecznej.
Wyłudza zarówno alkohol, jaki fundusze na trunki, tylko za pomocą metody "na sępa".
Przez większość czasu napruty, często zgodzi się na sztuczki pokroju "walnij pół litra na raz" bądź "... w ciągu [liczba] sekund" tylko po to, aby utrzymać upojenie alkoholowe, bądź napruć się jeszcze mocniej.


Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Przemyślenie na swój temat

Oglądając teraz video, ukazujące różne techniki walki izraelskiej szkoły, naszła mnie myśl, że jak na człowieka, który miał (i czasami nadal ma) ochotę usunąć się ze Świata, to moje pasje strasznie zahaczają o przeciwieństwo tej chęci, czyli przetrwanie. Może nie za wszelką cenę, ale jednak przetrwanie.
Post już w podobnym zagadnieniu, stworzyłem.
Ale! Zastanawia mnie, czy jest to po prostu najpierwszy z instynktów, które kierują człekiem od początku jego istnienia? Czy to po prostu chęć sprawdzenia, jak długo zdołam pojedynkować się z Ponurym Żniwiarzem, czyli sprawdzenia swojej wytrzymałości?



Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

niedziela, 3 maja 2015

Upływ Czasu

Jak wiadomo, Czas, to wymiar fizyczny. Dla nas płynący tylko w jednym kierunku. Kto wie, może gdzieś kiedyś w przyszłości ktoś już nad nim zapanował i dzięki temu miał wgląd w przyszłość, a także przeszłość.
Ale dla nas takiej możliwości nie ma.
Za to, jest relatywność owego wymiaru.
I tu pojawia się problem.
Ludziom, jak to zwykli mawiać, zazwyczaj brakuje owego Czasu.
Ten brak, bierze się z obowiązków, które owi ludzie muszą w wyznaczonej porze osiągnąć.
Aczkolwiek Czasu jako samego sobie, nigdy nie brakuje. W końcu powstał przy narodzinach Wszechświata i będzie trwał aż do jego końca.
Czego brakuje zatem? Wolności zapanowania nad mierzeniem upływu czasu w żywocie danego osobnika.
Gdy ludzkość zaczęła proces cywilizacji, wolność jednostkowa zanikła. Zaczął się proces ujednolicania.
Czas, przepisy, miejsce w społeczeństwie - indywidualność zaginęła, a wraz z nią "wolnoć, Tomku, w swoim domku".
I tak też, nawet planując jakiś wypad, czy to jesteśmy uczniami, studentami, czy też pracownikami i tak musimy planować trochę wprzód. Ponieważ, nie można ot tak porzucić obowiązków, prawda?
I tak też Czas płynie dalej, nie zważając na nic i nikogo, a my tkwimy na tym sznurze, spętani obowiązkami codzienności, czekając i licząc w głębi ducha, że to się skończy jak najszybciej i pozwoli nam utknąć, gdzieś poza Czasem w jakiejś bardzo przyjemnej chwili naszego żywota.





Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

niedziela, 29 marca 2015

Dla odmiany...

... dziś trochę poezji mego autorstwa.
W pracy jednak potrafi człowieka najść inspiracja :)
W języku nieojczystym stworzone, ale w naszym narzeczu, też tworzę :)

"Forever I was
Never I am
Through Light I came
Into Darkness I fell
Love in my Heart
And kindness of Soul
Were the things
The lost of
I regret most"

Pasje się we mnie rodzą.
Coraz ich więcej i coraz bardziej narasta we mnie potrzeba ich realizacji.
I czuję, że jeśli tego nie zrobię, zabiję w sobie coś, co pozwoliłoby mnie poczuć się częścią Wszechświata, która w nim, w jakiś sposób, zaistnieje.



Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

niedziela, 25 stycznia 2015

Trening czyni mistrza... no prawie

Czy w tym powiedzonku/ludowej mądrości, jest ziarno nieprawdy? Nie.
Ale jest za to niesprecyzowanie.
Sam trening niczego, prócz odruchów nie przynosi.

Do owego treningu trzeba dołożyć doświadczenie.
Gdy człek owo doświadczenie ma, ważne jest, aby wyciągał z niego wnioski i w ten sposób swój trening modyfikował.
Dzięki temu działa zasada darwinizmu - że tylko najlepiej dostosowany przetrwa.
Bo co prawda stanie się człek mistrzem - ale w tej niepoprawnej technice.
A o jaki trening mnie chodzi? Żaden konkretnie, bo ćwiczyć się można we wszystkim, aby z czasem dość do perfekcji :)
Także trening rzeczywiście czyni mistrza, ale zweryfikowany przez doświadczenia :)

A utwór na dziś taki. Indżoj :)


Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

sobota, 10 stycznia 2015

Intelekt Natury

Ostatnio myślałem o tym, jak współczesna ludzkość sobie ułatwia. Człowiek tak ma, że lubi sobie ułatwiać, ale mnie chodzi o inną kwestię.
Chodzi mnie o kwestię ratowania ludzkich niedoróbek genetycznych. Wiecie, wszystkie osobniki z jakimiś wrodzonymi schorzeniami etc.
Przed współczesną medycyną, ową kwestię załatwiała selekcja naturalna - dziś robią to wystarczające zasoby gotówki.
I chodzi mnie o to, że kiedyś popierałem selekcję naturalną - w końcu to ona doprowadzała do tego, że ludzkość potrafiła przetrwać w najcięższych warunkach. Po prostu darwinizm ma się rozumieć - przetrwają najlepiej dostosowani.
Ale! Takie myślenie w moich oczach, ostatnio jawi się jako błędne. Bo jeśli nie rozwijalibyśmy techniki medycznej, ani ogólnie techniki, to dziś nie czytalibyście tego postu.
W każdym razie, ja jestem wielkim zwolennikiem cyborgizacji gatunku ludzkiego. Tego, co moim zdaniem, jest rzeczywistym kolejnym krokiem w ewolucji naszego gatunku.
Znaczy, wiem, że można też użyć argumentu, że przez to nasze technologiczne zmiękczenie, na świecie miast 2, bytuje teraz (już) ponad 7 miliardów przedstawicieli naszego gatunku.

Niemniej ostatnio, na bieżąco dowiaduję się coraz to nowych informacji, na temat rzeczy jakie się wyrabiają w szeroko pojętej Nauce.
W każdym razie, ja jestem zwolennikiem transcendencji (o czym z resztą już dobrze wiecie) i uważam, że jedyną drogą do osiągnięcia tej formy... bytu, jest właśnie inwestycja w bioniczny rozwój ludzkości.
Patrząc na to od pragmatycznej strony - jest to darwinizm w najlepszej postaci. Wystarczy wymienić, bądź dodać odpowiednie podzespoły, aby dostosować się do każdych warunków i przetrwać :)
W końcu, gdyby Natura tego od nas nie oczekiwała, to nie obdarzyłaby nas Intelektem, prawda? ;)

A dziś taki utwór. Indżoj :)



Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)