wtorek, 28 maja 2013

Miasta nocą

  Rozchodzić mnie się będzie oczywiście o te ładniejsze części miasta, które znajduje się po paru godzinach szlajania się po ich terenie, jeśli nie ma się ani mapy ani znajomości danego miasta pod ręką.
  Tak więc, co ciekawego jest w mieście późną nocą i w pierwszych godzinach następnego dnia? Przede wszystkim brak luda. Jak już się jakichś spotka, to zazwyczaj przesiadują w jakimś pubie otwartym do 4.00, albo są to max 2-3 osobniki, nie stanowiące żadnego zagrożenia (nie biorąc pod uwagę, wyszkolonych zawodników MMA/Boksu/Kick-Boxingu etc.; uzbrojonych w jakąkolwiek broń; byłych agentów KGB z niestabilnością psychiczną etc. etc. [chociaż i tak bym sobie poradził]).
  Kolejną rzeczą, są oczywiście „zabytki” tudzież w ładny sposób oświetlone budowle, albo fajnie przerobione budowle okresu przemysłowego. Nocą, gra świateł pięknie podkreśla ich niezbyt seksowną linię, która objawia się w świetle dnia (hm… to by jednak znaczyło, że w różnym świetle człek wygląda… różnie :)).
  Kolejną rzeczą będzie właśnie sama pora nocna. Zanim miasto powróci do „życia” pozostaje nam dość sporo czasu, na spokojny spacer i obczajenie sobie co ciekawszych budowli. Dodatkowo, zawsze można wstąpić do jakiegoś browaru nad rzeką i pooglądać sobie wszystko z tegoż przybytku, sącząc tenże wyśmienity trunek :) 


czwartek, 16 maja 2013

Dorośli jak dzieci

  Zdarzają się przypadki naiwne, nie do naprawienia, rozwydrzone, samolubne, zadufane. Często się kłócą o całkowicie nieważne rzeczy, często milczą w sprawie tych bardzo ważnych. Chcą by na nich zawsze zwracano uwagę, choć często wcale na to nie zasługują. Mają się za wybitne osoby, ale nimi nie są. Zapatrzeni w siebie niczym przeglądający się w lustrze lalusie. 
  Ostatnio ciągle się z takimi sytuacjami spotykam. Ludzie poddani emocjom, często uzewnętrzniają te emocje na obiektach, które nie mogą się bronić, tj. ich dzieciach. Patrzę na to, jak taki "dorosły" wyraża całe spektrum emocji... furiatywnych, że to tak nazwę i robi mnie się niedobrze. Patrzę na nich z politowaniem, dosłownie. "Zrób to; zrób tamto; przestań biegać; przestań płakać; nie zachowuj się jak dziecko; dlaczego jeszcze tego nie posprzątałeś?" etc. etc. 
  Ja rozumiem, że człowiek ma emocje, a to i zdolność do logicznego działania, jako tako wyróżnia nas spośród innych zwierząt, ale czy nie można nad emocjami zapanować? Szczególnie nad tymi typowo egocentrycznymi? Bo tym właśnie jest człowiek dorosły. Egocentrykiem. Typowym dzieckiem. Bo żeby dojrzeć, to potrzeba zrozumienia, a niewielu ludzi potrafi to osiągnąć. 
  Hm... wychodzi na to, że od momentu pierwszej świadomości, aż do Śmierci takimi właśnie pozostajemy. Dziećmi, nie Dorosłymi, Dojrzałymi. 
  Nic dziwnego, że Świat wygląda, jak wygląda. Jak wielka piaskownica zadufanych bachorów :) 



niedziela, 12 maja 2013

Rozkmina słów

  Dziś (a może wczoraj) naszła mnie myśl spowodowana magazynem Special Ops. Otóż, zacząłem się zastanawiać nad etymologią słowa „gwoli”. I naszło mnie, że to prawdopodobnie ewolucja słowa (a dokładniej zwrotu) „k’woli” które z kolei jest skrótem „ku woli” (dla opornych „ze względu na [coś/kogoś]). Taka jest moja tego etymologia. A teraz poszukam oficjalnej wersji.
  Okej, sprawdzone. I dzięki temu doszedłem do jeszcze jednego wniosku. Jestem zajebiście inteligentną (dodatkowo wysportowaną i niesamowicie przystojną) bestią :)
Z racji, że wszystkiego tu nie będę przenosił, to indżojujcie się linkami
http://pl.wiktionary.org/wiki/gwoli
  I jak widzicie, już wiecie dlaczego tak sobie łechcę (kolejne słówko do samodzielnej rozkminy) ego ;)


czwartek, 9 maja 2013

Rytuał krwi

  Znany od dawien dawna, zawsze kojarzony z ofiarą dla bogów, ale także z siłą magii. Dziś w zachodnim świecie odszedł w zapomnienie. Ludziom już się nie widzi tracić kóz, krów, świń, innych ludzi, bo z czasem zaczęło się to dla nich stawać mało opłacalne. Dziś na ofiarę ludzie składają monety, gotówkę, czyli to co dla nich jest cennym darem, który bogowie przyjmą z wielką chęcią. Jednakże składanie krwawych ofiar nadal jest praktykowane, choćby w krajach szariatu. Dlaczego? Bo ideologia religijna jest tam silniejsza niźli w naszym "Zachodnim Świecie". Tam nadal uważa się krwawą ofiarę za element niezbędny. Albo plemiona z krajów Ameryki Łacińskiej, bądź ludy zamieszkujące tereny równikowe i lasy tropikalne. Nadal w takich plemionach spotykamy rytuały ofiar krwi. 
  Czy to złe? Nie, bo nie ma czegoś takiego jak zło. W ich mniemaniu to jest konieczne. Więc jest to dobre. W naszym mniemaniu, to jest bestialstwo. Poglądy zawsze będą różne, ale nie zmienia to faktu, że taki krwawy rytuał, ma tą swoją magię przyciągania :) 




niedziela, 5 maja 2013

Potato-tomato

  Ostatnio sobie rozkminiałem spadochroniarstwo, ale w kategorii słowa, nie sportu, hobby pasji (w tym pozytywnym znaczeniu) etc.  No bo popatrzcie. To trochę bez sensu. Gdzie w słowie „spadać” macie „spadoć”? Nigdzie i to jest dla mnie problem. No ale się taka wersja przyjęła i żeby to zmienić, musiałbym przestawić każdego polaka zapoznanego z tym słowem, a to nie byłoby najprostsze zadanie.
  Dobra, wracając do wątku głównego. Potato-tomato. Tak mnie się jakoś z tej rozkminy o spadochroniarstwie, przeskoczyło z niczego na to kombo (głównie z powodu rymu): potato-tomato. I do czego mój genialny umysł doszedł? No cóż… z racji, że raczej abstrahuję od normalnego myślenia, to sobie to kombo rozłożyłem. I tak wyszło mnie coś takiego: „po tato, to ma to”. Czyli innymi słowy: „dziecko, odziedziczyło coś po ojcu/tacie (niepotrzebne skreślić)”. Ha! Jestem genialny :)   


czwartek, 2 maja 2013

Spadochroniarstwo w każdej formie

  Od razu na początku uprzedzę, że nigdy nie miałem z tym styczności, aczkolwiek za niedługo mam zamiar mieć :)
  Dobra, a więc co chcę rozkminiać? No cóż… prędkość i wolność :) Otóż, jak sobie spadamy, czyli normalnie, base-jumpingujemy, czyli lecimy ułamek sekundy w xtreme miejscówkach, a także gdy skyglidujemy, to człeka nachodzi adrenalina. I jest to zgodne z reakcją organizmu. Wtedy czuje się błogie uczucie, które każdy może poczuć w momencie ucieczki przed dzikim zwierzem, podczas stosunku seksualnego, skoków z wysokości (ale takich niedużych), podczas przejazdów na tyrolce etc. etc. Dzięki temu właśnie hormonowi i przestrzeni powietrza, która jest niczym nieograniczona, w człowieku budzi się poczucie wolności. Takiej pełnej. Bo jesteśmy tam wysoko w powietrzu. Każdy czuje się panem własnego Losu, bo nie ma nikogo, kto mógłby nam pierdolić, że o jakie to niebezpieczne, że mamy obowiązki, że coś tam, coś tam.
  Poza tym to przyjemne spędzanie czasu. Jasne, że jest go niewiele, ale zawsze lepsze to niż nic :) Chwila błogości, a potem wielka chęć powrotu do tej chwili. Się człowiek uzależnia powoli. Ale jest to jedno z tych uzależnień, które nie szkodzi ludziom… no chyba, że za szybko postanowi się przywitać z ziemią, if you know what I mean ;)
  A więc, głównie rozchodzi się o to poczucie przyjemności, związane z adrenaliną i endorfinami. I jedno i drugie można poczuć też na lądzie. Starczy wkurwić jakiegoś dzikiego psa i zacząć przed nim spierdalać. Nie dość, że sobie pobiegamy, to jeszcze całkiem szybko i całkiem długo. Można nawet parkour sobie poćwiczyć ;)