poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Śmierć od narodzin

  „Człowiek umarł z chwilą narodzin” – taki mały cytacik który kiedyś przez przypadek (bądź nie) trafił do mego umysłu i postanowił w nim pozostać.
  Od tamtej pory, mój jakże zacny umysł postanowił go rozkminiać, over & over again. Co prawda do rozkminy nie ma tu za dużo. Bo co też może być?
  Człowiek umarł z chwilą narodzin… i już. Rodzimy się, ale nasza ścieżka i tak nie prowadzi do niczego innego, niż spotkania ze Śmiercią, Ponurym Żniwiarzem, Kostuchą (prócz jednego kolesia, Buddą zwanego). Tyle, że po tej drodze spotykamy wiele rzeczy, które zostają z nami na dłużej, albo aż do końca, kiedy to musimy się z nimi pożegnać, bądź odchodzą w tym samym momencie, razem z nami, jeśli tak zdecydują.
  Wychodzi więc na to, że w sumie nie ma po co żyć… ale to zależy tylko od Ciebie, drogi Czytelniku ;) W każdym razie, ja tam nie narzekam, na te „rzeczy”, które spotkałem do tej pory :)
  Człowiek umiera z chwilą narodzin… 


wtorek, 23 kwietnia 2013

Tak wiele celów, tak mało czasu...

I wbrew temu jakże smętnemu tytułowi, post będzie jednak o czymś milszym :)
O czym? A o naszych pasjach (w tym pozytywnym znaczeniu, nie cierpieniu) :) 
Każdy z nas ma coś co kocha, co nadaje sens każdemu kolejnemu dniu Życia. 
Jedni kochają muzykę inni sztuki walki, kolejni czytanie książek, rozkoszowanie się kinematografią, rozrywką elektroniczną etc. etc. (tak należę do tych ludzi, którzy kochają to wszystko naraz). 
Większość naszych pasji definiuje nasz żywot, nasze chowania, nasz sposób bycia i odnoszenia się do rzeczywistości. Dzięki pasjom właśnie, jesteśmy tym kim jesteśmy. 
Nawet jeśli wmawiamy sobie, że jest inaczej, nawet jeśli „dopasowujemy się” do reszty, to nadal pozostajemy nieskalani rzeczywistością otaczającą, bo naszym „systemem immunologicznym” są właśnie nasze pasje :) Chronią nas przed ciemnotą zachowań wszystkich wokół. Pozwalają zachować własne spojrzenie i je wyrazić. I mimo iż nie spotka się ono z przychylnością otoczenia, to nam jest to obojętne. Przynajmniej nasza dusza i język nie zostają skalane myślami i słowami z nieprawego łoża :)  




środa, 17 kwietnia 2013

Ambient po prostu...

  Ambient to muzyka wykorzystująca głównie instrumenty, rzadko kiedy wokal. Pojawić mogą się w niej także dźwięki pogody, bądź po prostu otoczenia, jako jeden z dodatku i sposobów ekspresji.
  Teraz tak, co jest w nim takiego zajebistego? Hmm… na pewno uniwersalizm. Z racji, że jest to często także muzyka nieokreślona, to dzięki swej giętkości pasuje do każdej sytuacji. Gdy jesteśmy smutni, gdy jesteśmy szczęśliwi, gdy cierpimy, gdy radujemy się, gdy jesteśmy zakochani, albo mamy złamane serce, gdy jest nam dane realizować nasze marzenia i gdy tylko możemy stać z boku i patrzeć jak te marzenia nam bezpowrotnie uciekają. Ambient można słuchać samemu sobie i w tłumie, w domu i na ulicy, na pogrzebie i na weselu. Z racji, że raz: nie ma tekstu praktycznie nigdy, dwa: jest mieszanką stylów muzycznych (wszystko zależy od tworzącego zespołu), to naprawdę, nie powinna nikomu wadzić. Jasne, że zdarzają się momenty bardziej surrealistyczne, ale właśnie to jest tak wyjątkowego w tym stylu/gatunku.
  W każdym razie, rad byłbym gdyby więcej osób delektowało się tą właśnie muzyką :)


Kocham to po prostu, całym swym żałosnym Sercem... 

niedziela, 14 kwietnia 2013

Zapach mocy

  A rozchodzi mnie się o zapach powietrza po burzy i w trakcie niej samej. Jest po prostu czyste. Tak czyste, że aż można je wyczuć. Inne niż każdego dnia, bo nie duszne i nie zasyfione (nawet jeśli jesteśmy na wsi).
  Podczas burzy samej w sobie można poczuć moc Matki Natury, gdy uwalnia swoje psiaki, Pioruny. Tak mocne, tak proste, tak czyste. Rozrywają powietrze niczym wygłodniali padlinożercy, a gdy do tego dochodzi blisko nas, możemy na własnej skórze odczuć naszą nicość i jednocześnie wielkość, bo mamy okazję podziwiać, to jakże piękne (a śmiem nawet rzecz, że najpiękniejsze) zjawisko Natury.
  W piorunach jest moc i to nie byle jaka. Jeśli by złapać taki jeden chociażby, to energii starczyłoby na zasilenie większego miasta przez miesiąc. I ta cała energia jest uwolniona w ułamku sekundy. W ułamku sekundy zniszczy dosłownie każdy element, który znajdzie się na jej drodze. I TO, jest prawdziwie piękne! :)
  No a po burzy, zawsze można się rozkoszować rześkością powietrza, które aż napędza nas do działania :) 


środa, 10 kwietnia 2013

Mróweczki

  Dziś po zakończonym bieganiu (co by odzyskać utraconą formę, chociaż, jeśli się ją straciło, to tak jakby buduję się ją od początku), będąc na boisku szkolnym, które się znajduje niedaleko mnie, podczas rozciągania i dalszego ćwiczenia (tzw. zaprawy więziennej), obserwując typowy peerelowski 10 piętrowy blok, który znajdował się naprzeciwko mnie, doszedłem do wniosku, że jednak uwielbiam miasta. Dlaczego? Otóż dlatego, że patrząc w okna w których światło było włączone/zapalone/oświecone, patrząc na tych wszystkich ludzi, doszedłem do wniosku, jak nic niewartymi kupami mięcha jesteśmy. Takimi mróweczkami, co robią ile mogą, żeby tylko przeżyć, ale absolutnie nikt ich nie zauważa i nie zwraca na nie uwagi. A każdy krok "wielkich panów" sprawia, że giną ich setki. 
  Tak to wygląda przynajmniej jeśli idzie o Świat zewnętrzny. Bo wewnątrz, każdy marzy. Marzy, wiadomo, o lepszym Życiu. I dzięki tym marzeniom stwarza swój mały Świat. Swój Świat w którym mimo wszelkich przeciwności jest Panem, Stwórcą, Bogiem, a nie jakimś tam ochłapem „myślącego” mięsa, które sprzedaje swoją duszę niczym dziwkę, za gotówkę, która pomoże mu przeżyć. Swój Świat w którym zawsze będzie bezpieczny. Świat do którego nikt, prócz niego i osób przez niego dopuszczonych, nie ma wstępu. Nawet gdyby siłą chcieli się tam wedrzeć, nie dadzą rady, bo nie ma żadnej bramy, którą można by wyłamać, a mury są… hmm… trwalsze niż ze spiżu :)  


Naiwność

  Czy wielu z nas sądzi, że smutek który spotyka ich dość często, jest wynikiem ich Losu? O ile w to wierzą to pewnie tak, ale jak na mój gust to odpowiedź jest prostsza. To po prostu nasza naiwność sprawia, że rzeczy które chcielibyśmy osiągnąć są poza naszym… zasięgiem ;) Cel, który niby był do osiągnięcia, znika niczym poranna mgła, bo nasze rozumowanie za bardzo opierało się na naszych szczerych i dobrych przekonaniach, a rzeczywistość stała się trochę bardziej prozaiczna. Zachowując się jak dzieci osiągamy tylko to, co nazwiemy Smutkiem (oczywiście chodzi mnie o ten wywołany tylko naszymi zachowaniami, a nie taki wywołany przez jakiś zewnętrzny „kataklizm” jak np. utrata bliskiej nam istoty).
  Przez naiwne myślenie (czyli tak naprawdę po prostu dobroduszne myślenie), sami sobie robimy gugu. Niestety świat człowieka, to świat dziwek, że to tak ujmę. Nie żebym miał coś do Ziemi, bo to fajna planeta (choć, nazwa ułomna; zupełnie jakbyśmy nazwali ją Błoto :/), ale naszemu Światu można wiele zarzucić. Przede wszystkim bezwzględność, jeśli idzie o dobre serca i tak dalej. Zysku z tego nie ma, a szczerości w ludziach tyle, co „mleka w samcu tygrysie”*


 * kto zgadnie z czego to cytat, to otrzyma ode mnie roczny zapas lodów Algida… albo czegoś bardziej osiągalnego jeśli idzie o mój budżet, jak np. kilo marchwi, albo buraków (sok z nich pomaga zmniejszyć zapotrzebowanie mięśni na tlen, więc zwiększa wytrzymałość i jak chcecie sobie ponurkować, to też dłużej można)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Sam sobie niewolnikiem

  Jako, że jesteśmy "myślącymi" istotami, to naturalnie postęp technologiczny narastał szybko (nawet), a co za tym idzie stworzyliśmy różne ustroje polityczne na świecie. Przynajmniej w teorii. Bo jak w praktyce każdy wie. Pieniądz rządzi wszystkim. I dopóki ten ustrój nie upadnie (a nie upadnie), to nie ma co za bardzo liczyć, ani na poglądy polityczne, ani religijne (chwała Bogu). I dobrze. Przynajmniej jest jedna uniwersalna rzecz co rządzi tym Światem.
  Dobra, ale wracając do myśli tematycznej. Dlaczego człek samo sobie jest niewolnikiem? Otóż dlatego, że żeby żyć poddajemy się temu systemowi. Większość z nas, prostych ludzi, musi się mu poddać, jeśli chce żyć „normalnie”, a nie koczowniczo, bądź walać się po ulicy, szukając drobnych na jedzenie, albo co bardziej prawdopodobne, na wódę (bądź inne alko). Nawet „dostojni” tego świata są niewolnikami. Są niewolnikami, bo poddają się Systemowi nimi rządzącemu. Każdy w sumie jest pod wpływem jakiegoś Systemu. Żaden człowiek nigdy nie będzie wolnym, jeśli sobie tego nie wypracuje. Każdy człeczek, nawet ten który spełnia swoje pasje jest niewolnikiem. Właśnie tych pasji.
  I tu zakończę mój wywód. Jesteśmy sobie niewolnikami, bo nasz umysł jest naszym oprawcą, katem, naszym… pudłem z kratami.
  A jak się od tego uwolnić? Heh :) Jak sądziliście, że dam wam odpowiedź, to się myliliście. A jeśli nie sądziliście, to świadczy o was tylko tyle, że jesteście rozumne istoty i już załapaliście o co mnie się rozchodziło ;)

czwartek, 4 kwietnia 2013

Odnośnie wiosny

No to dziś taki trochę zapychający post :)
  Kurwa ludzie! Czy tak trudno zrozumieć, że Natura sama sobie jest władczynią?! Czy tak trudno kurwa zrozumieć, że ten śnieg po prostu sobie teraz będzie leżeć?! Czy tak trudno po prostu przyjąć to do jebanej wiadomości?! Czy tak trudno kurwa przestać narzekać na rzeczy których wasze pierdolone wątłe umysły nie dadzą rady zmienić?!
  Ech… i widzicie coście narobili? Tylko się przez was sfrustrowałem i w dodatku narzekałem na rzecz, której i tak nie zmienię… jak poprzednio… zniżony do waszego poziomu… co za ujma na honorze, którego nie mam…