czwartek, 31 stycznia 2013

Wspomnień... śmierć :)

  Co czyni ludzi... ludźmi? Moralność, osobowość, ale przede wszystkim ich zdolność do logicznego myślenia i rozwijania swej inteligencji. Taa... ale jest coś jeszcze. Wspomnienia. Bez wspomnień, to tak jakby nie to samo. 
  Człowiek żyje. Oddycha, chodzi, mówi... czuje. To wszystko, zapisuje się na naszym twardym dysku (zwanym też mózgiem) w postaci pamięci, a także pamięci podręcznej (zwanej pamięcią mięśniową, bądź odruchami). Gdy jakiś urywek pamięci, ulega nieodwracalnemu zniszczeniu, to człowiek tak jakby umiera. Jeśli cała pamięć zawarta na twardym dysku ulega nieodwracalnemu zniszczeniu, to wtedy można powiedzieć o śmierci człowieka. Mimo, iż jego powłoka nadal żyje (chodzi, czuje, mówi, myśli), to ten stary człowiek, którego znaliśmy już dawno "odszedł" z tego padołu łez. To co przed nami stoi, to po prostu nowy człowiek, który dopiero zacznie uczyć się rzeczywistości (co prawda ma łatwiej na starcie, ponieważ pamięć podręczna zazwyczaj nie ulega takiemu nieodwracalnemu zniszczeniu), a my w swym egoizmie będziemy próbowali za wszelką cenę przywrócić tamtego człowieka, nie dając sobie do zrozumienia, że on już odszedł i nie wróci.
  Śmierć wspomnień, to śmierć człowieka. Jeśli one umrą, to jego też już nie ma. Właśnie dlatego, nawet tego nie zauważając, my także umieramy. Powiedzmy ostra impreza, gdzie alko łoimy jak zawodowi menele, a dnia następnego nie mamy pojęcia, cośmy robili, dopóki ktoś nam nie opowie o naszych wyczynach, bądź po prostu nie pokaże nagrania video. W tym momencie też umarliśmy. Nasza część w tamtym okresie czasu po protu zmarła. Niby działaliśmy, ale jednak nie mamy tego w pamięci. Nasza dusza po prostu ulotniła się, niczym opary alkoholu razem z naszym oddechem.


środa, 30 stycznia 2013

Omamianie

  Radio, telewizja, plakaty, spoty etc. Masa środków przekazu, które mają na celu, zwrócić nas na jedyną i słuszną ścieżkę - konsumpcjonizmu. 
  Producenci "stają na głowach" byleby tylko przebić konkurencje pod względem promocji i formy przekazu, która przyciągnie więcej klientów. Najlepszym przykładem może tu być Apple, które już nawet nie potrzebuje reklam ani potów, bo gdy tylko wyjdzie jakaś "nowinka" to i tak już praktycznie każdy o tym wie. A wszystko za sprawą Internetu, czyli kolejnego fenomenu. Ciekawostka: na początku nazywał się ARPANET i miał służyć wojsku. 
  Dostawcy neta "biją" się o to, kto dostarczy szybszy link za mniejszą cenę. Tworzą reklamy, zapewniają o prędkości i cenie od, natomiast nie wspominają ile np. maksymalnie można za to wybulić. A ludzie zastanawiają się, dlaczego to nie jest darmowe? Przekaźniki wszędzie są, ale płacić i tak trzeba. No cóż polityka firmy.
  McD, KFC, Burger King etc. też mają "świetne" promocje: "Kup jeden zestaw a drugi dostaniesz gratis. Oczywiście nie napomnimy, że to jedzenie całkowicie syntetyczne i może wywołać nieprzyjemne efekty uboczne... no i przy okazji, po dłuższym czasie smakuje jak papier. Enjoy posiłkiem."
  Co tam jeszcze... hm... telewizja. O tak. Jak można spojrzeć sobie na stacje telewizyjne pokroju Polsat, TVN, TVP (chociaż ich lubię, bo brak bloków reklamowych w trakcie filmów), to są one upolitycznione. Zauważyć to można przede wszystkim we wszelkiej maści dziennikach telewizyjnych. Jedna stacja jedzie po jednej partii, druga po drugie, trzecia po trzeciej etc. aczkolwiek i tak głównie rozbija się o PO i PiS. Bo popatrzmy chociaż na sprawę "samobójstw" - tylko krótkie napominki o tym, że Generał wpakował sobie ołów w mózgowie.
  Typowo korporacyjne działania mające na celu zniewolenie ludzi. Problem w tym, że ludzie w większości chcą się zniewolić, bo myślenie jest za trudne. 
  Ja liczę tylko na to, że kiedyś zjawi się korporacja, pokroju korporacji Umbrella (seria gier Resident Evil), bądź EuroCorp. (seria gier Syndicate) i przejmie władzę nad światem. Przynajmniej spokój będzie.


wtorek, 29 stycznia 2013

Ewolucja myśli

  Rodzimy się, zaczynamy rozumować, a potem otrzymujemy porcję zasad, które wpajają nam nasi opiekunowie. Z czasem dorastamy i zaczynamy tworzyć własne myśli i przekonania. Już nie musimy trzymać się sztywno zasad, wpajanych nam w dzieciństwie. Zamiast po prostej linii, nasze myśli, wybierają bardziej kręte ścieżki, a dzięki tym krętym ścieżkom, łatwiej nam znaleźć dopasowanie do innych podobnie myślących osób.
  Żyjemy, lata mijają, ścieżki stają się coraz bardziej kręte, nasz umysł pochłania coraz to nowe tematy do rozkminy w wolnym czasie i mamy o czym dyskutować z innymi podobnymi sobie. A potem zaczynamy się starzeć, nasze przekonania coraz bardziej się wyprostowują, tracimy meandry myśli, na rzecz bloków ułożonych w jednej linii, równolegle do siebie. A potem, może dorabiamy się dzieciaka i sprzedajemy mu te same proste linie, które nam wpajali nasi opiekunowie.
  I cały cykl zaczyna się od początku...


Braders end sisters

  Z rodzeństwem zawsze będzie tak samo. Będziemy się z nim żreć, o byle co, skarżyć mamie za złe zachowanie, przeklinać gdy będzie nam się wbijać do pokoju w najmniej odpowiednim momencie (if you know what I mean ;)), podjadać im cukierki. A mimo wszystko, nadal będziemy się z nimi trzymać, bo to nasze rodzeństwo. Łączą nas z nimi więzy krwi, które są silniejsze ponad te, jakże niskie, uczucia. Pycha, gniew, samouwielbienie, nie dadzą rady rozbić tych więzów, nawet w przypadku adopcji, bądź ponownego małżeństwa jednego z naszych rodziców, pod którego opiekuńcze skrzydła, trafiliśmy i dzięki temu otrzymujemy nowego braciszka/siostrzyczkę.
  Posiadanie rodzeństwa, potrafi być pomocne, szczególnie, jeśli występuje różnica wieku. Jeśli posiadamy starszego(ą) brata/siostrę, to możemy liczyć na pomoc, gdy wybieramy się do tej samej szkoły. Jeśli brat/siostra są mili, to ostrzegą nas, na których nauczycieli warto zwrócić uwagę, którym lepiej nie podpaść, do których się lepiej zwrócić o pomoc etc. Innym aspektem w późniejszych dekadach życia, będzie pomoc finansowa, w związkach, gdy będziemy mieli zamiar dokonać jakiegoś zakupu, możemy sięgnąć opinii i dobrej rady (bądź naprawdę kijowej), starszego rodzeństwa.
  Natomiast, gdy posiadamy młodszego(ą) brata/siostrę, to niestety (albo stety) jesteśmy (choćbyśmy nie chcieli) za nich w jakiś sposób odpowiedzialni. A to im zawiązać buta, bo nie potrafią jeszcze, a to stawić się u nauczycieli, rodziców, babci, z powodu, iż nie chce skończyć obiadu, albo spuścić łomot tym, którzy im dokuczają. Poza tym, gdy jesteśmy mocno starsi, to stajemy się w pewien sposób autorytetem. Jasne, że to głównie rodzice się nim stają, ale na nasze zachowanie, nasze młodsze rodzeństwo, także zwraca uwagę i się od nas uczy, szczególnie jeśli spędzamy z nim dużo czasu. Więc lepiej, żeby były to zachowania, które... hm... może nie będą super zgodne z moralnością i prawem, ale żebyśmy później, patrząc na te dzieciaki jak dorastają, nie mieli wyrzutów sumienia, wiedząc, że zerżnęły te zachowania od nas i teraz wydają nam się całkowicie idiotycznie. Nawet nie śmiesznie, tylko po prostu idiotyczne.



poniedziałek, 28 stycznia 2013

Video blogi

  Zwane w skrócie vlogami, mają zarówno swoje plusy jak i minusy (jak wszystko z resztą).
  Do plusów należeć będą
  Prezentowanie swoich przemyśleń w ciekawszy, zabawniejszy i przede wszystkim bardziej bezpośredni sposób; dla niektórych lepsze, bo nie trzeba czytać; nie czuć bezosobowości twórcy, która występuje przy czytaniu tekstu, szczególnie, kiedy autor nie ukazuje swej aparycji (czytaj: ja); na yt można odpalić playlistę i nie przejmować się ręcznym przewijaniem (dla leniuchów); w każdym momencie, można spauzować videołko i nie przejmować się tym, że wyjdziemy na parę godzin, wrócimy i nie będziemy mieli pewności w którym momencie skończyliśmy.
  Co do minusów
  Dla ludzi lubiących zachować choć ciutkę anonimowości, jest to dość niewygodny sposób... no chyba, że założymy jakąś maskę i użyjemy modulatora głosu; obróbka i edycja materiału, może zająć nawet ładne parę godzin; po wypuszczeniu, nie ma możliwości ewentualnych modyfikacji treści, bez usunięcia videłka.
  Czyli jak widać, żaden ze sposobów nie jest idealny, ale za to prowadzenie i bloga i vloga jest ciekawym i przede wszystkim, skutecznym rozwiązaniem.
  W sumie, myślę o zrobieniu kroku w tą stronę właśnie.


niedziela, 27 stycznia 2013

Sandłicz gud, sandwicz tejsti :)

  Dzisiaj o kanapce idealnej. 
  Potrzebujemy następujących składników: bułeczka, ale taka fajna, prosto z piekarni, świeżo z rana upieczona; szyneczka, prawdziwa z pośladków świnki, bezpośrednio od rzeźnika; serek żółty, nada się nawet ten z sieci supermarketów; pomidorek, ogóreczek, bądź jajeczko; majeranek.
  Przygotowanie: bułeczkę przekrawamy w pół (oczywiście w płaszczyźnie horyzontalnej, nie wertykalnej ;)), smarujemy ilością masełka, która nam odpowiada, nakładamy wpierwej plasterek serka żółtego, następnie posypujemy go majerankiem (ponoć rukola też jest niezła, ale nigdy nie próbowałem), dla mocy smaku, następnie przykrywamy go plasterkiem szyneczki, ten pokrywamy znów majerankiem, a na to wszystko nakładamy pomidorek, ogóreczek  bądź jajeczko, w zależności na co mamy ochotę, no i na końcu, przykrywamy wszystko drugą połówką bułeczki :)
  Proste, przejrzyste i jakże skuteczne w poprawieniu nam humoru na starcie dnia... no chyba, że robimy to sobie, jako przekąskę w ciągu dnia :)
  W każdym razie, takie zrobienie sobie samemu posiłku, bardzo dobrze odciąża umysł, od wszelkich spraw które go nam zaprzątały, ponieważ skupiamy się na jednym celu. Mimo, iż jest on prosty do stworzenia, to zawsze mamy tą chwilkę wytchnienia, od przygniatających nas aspektów rzeczywistości z którą nie chcemy mieć do czynienia. 
  Tak więc...
Gdy ci smutno
gdy Ci źle
rusz swą dupę
i sandwicza przygotuj se 

Dobra Rada Wujcia Natana vol.2 zakończona ;)


sobota, 26 stycznia 2013

Bbbuuuuuuuuuuu!!! i szafka się rusza

  Duchy. Czy istnieją? Cóż, lubię mieć otwarty umysł. Sam Einstein stworzył podwaliny teorii o energii, którą niektórzy do dziś określają mianem duchów. Chodzi o to, że w naturze nic nie ginie. Dosłownie. Energia powstaje, ale potem magicznie nie znika, tylko po prostu zmienia formę.Więc zgodnie z tym, w momencie śmierci człowieka, cała zgromadzona w nim energia, musi się gdzieś uwolnić. I tak też wg. niektórych powstają byty astralne, zwane duchami.
  Takie interpretowanie teorii o energii ma swoje wady. Przede wszystkim dlatego, że naukowcy uważają, że energia pozostaje w ciele człowieka, zgromadzona w postaci białek i węglowodanów. Potem z tej energii korzysta natura i zwierzęta, tak więc nigdzie nie odchodzi, a zostaje z powrotem zwrócona Wszechświatowi.
  Można teorię o duchach, oprzeć także, o napięcie i energię elektryczną ciała, ale jest ona dość niska i zachodzi tylko dzięki reakcjom chemicznym, które w momencie śmierci, ustają.
  Zwolennicy teorii o duchach, przytaczają jednakże argumenty, o niewielkiej utracie wagi ciała w momencie śmierci, która jakoby była tą spaloną nagle i wyemitowaną energią, a objawia się ona później jako duchy.
  Wg. mnie, jeśli duchy rzeczywiście istnieją, to są po prostu zaburzeniami pola elektromagnetycznego Ziemi. Mózg działa, jak komputer chemiczno-elektryczny, tak więc wytwarza swoje, małe bo małe, pole elektromagnetyczne. Więc jeśli duchy już istnieją, to są tymi zaburzeniami pola elektromagnetycznego, które zapisały się w sferze Ziemskiej. Coś jak płyta, która odtwarza się automatycznie po jakimś czasie. Wg. mnie duchy nie są rozumnymi bytami (jak to wielu uważa), tylko zapisanym "programem", który odtwarza swoje czyny, które wykonywał za życia i objawia się postronnym obserwatorom jako zjawy właśnie. Nie oddziałują na rzeczywistość, nie poruszają przedmiotami etc. Po prostu... są.


środa, 23 stycznia 2013

Spaghetti

  Przyjemne i proste do stworzenia danie, przydatne na każdą okazję: gwiazdka, wesele, bar micwa.
  Co jest w nie takiego zajefajnego (niej?)? Przede wszystkim fikuśność. Fajnie się je zawija na widelcu i a potem wcina, jak popierdolony.

  Po drugie, łatwość przygotowania. Wszystko czego potrzeba, to "Pomysł na..." bądź, jakiś stary przepis naszej babci, mamci, albo na szybko stworzony przez nas. Oczywiście także składniki, takie jak świeże pomidory, albo przecier pomidorowy... w sumie ketchup też się nada, bazylia, makaron no i śmietana jako zagęszczacz. A! i jeszcze jedno. Kiełbaska! Najlepiej jeśli wcześniej była usmażona :)
  Po trzecie, pasuje do wszystkiego. Nie ważne jaka okazja, spaghetti podać można zawsze i wszędzie i nikogo (chyba) nie powinno urazić, takie danie.
  Poza tym (jak ze wszystkim), dobrze przygotowane wciąga się talerzami :)


P.S. Zapomniałbym. Spożywając spaghetti, spożywamy także ciało naszego Pana i Władcy: Wielkiego Latającego Potwora Spaghetti. Więc radujcie się ludzie, że dane wam jest doświadczenie Pana!



wtorek, 22 stycznia 2013

Bardziej bezpośrednie: odejdże stąd!

  Spierdalaj! bo właśnie o to mnie się rozchodzi. Jakże często spotykaliśmy się z tym prostym i tak wiele znaczącym zwrotem. Najczęściej co prawda usłyszymy go, wśród naszych znajomków, jako wyraz wszechmocny i potężny... w szczególności w dyskusji, jako niepodważalny argument jeśli się pomylimy, a ktoś nas sprostuje. Poza tym, to także wyraz niechęci, jeśli zdarzy nam się przegrać jakiś zakład, a znajomy chełpi się zwycięstwem, niczym ponczem, na jakimś salonie.
  Ze zwrotem Spierdalaj! (bo można to policzyć jako zwrot) można także spotkać się na ulicy, mijając jakiś kolegów, maniaków sportów kulturystycznych, którym nie podoba się to, iż przechodzimy obok ich ukochanego wejścia do bloku, bądź jeśli spojrzymy w jakże nieprzyzwoity sposób na ich osobę. Możemy także się z tym spotkać, jeśli wściubiamy nos w nieswoje sprawy... chociaż na ulicy, raczej rzadko kto to robi.
  Spierdalaj! to także przepiękna forma przekazu negatywnych emocji na osoby, które te emocje wywołały. Jeśli ktoś zranił nasze serce (w jakikolwiek sposób), to nie chcemy tego kogoś, już raczej widzieć, więc gdy tylko za nadto się do nas zbliży, wykrzyczymy tej osobie to najchętniej w twarz (nie żeby mnie się coś takiego zdarzyło).
  Poza tym Spierdalaj! dość dobrze sprawdza się jako odstraszacz. Oczywiście wymagane jest: odpowiednia intonacja, postura, a także mimika. Mając te trzy punkty na uwadze, zawsze uda wam się odwieźć od myśli osobę, do której rzeczone wyrażenie skierujecie :)


  

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Świat... snem jest po prostu

  Ostatnimi czasy często łapie się na myśli: A może po prostu wyimaginowałem sobie ten świat?
  Przebywając w miejscach, które lubię, z osobami które uwielbiam, myślę sobie, że może po prostu, to wszystko narodziło się głęboko w mym umyśle? Może oni nie są prawdziwi, a to tylko moja chora wyobraźnia, która miała dość wyalienowania, samotności i zmęczenia? Ale gdyby tak było, to raczej teraz siedział bym w pomieszczeniu, gdzie grupka panów w białych kitlach, przeprowadza terapię elektrowstrząsową mego umysłu. Poza tym, zbudowanie tak skomplikowanej maszynerii jak Świat, mogłoby być problematyczne, dla jakiegokolwiek umysłu. Jednakże gdy łapię się na tej myśli, rzeczywistość nagle staje się dla mnie nierealna, jak odległy sen właśnie. Wszystko wokół zdaje się być zbudowane z prochu. Że gdy tylko dotknę jakiegoś przedmiotu, rozpadnie się on na pyłki i zostanie rozwiany przez wiatr. W tym momencie każde niebezpieczeństwo, każde życie, każda rzecz, tracą sens istnienia, powód i cel, dla którego zostały skonstruowane.
  Nic jest warte wszystkiego, natomiast wszystko staje się niczym. Czas płynie i powraca, zupełnie jak woda z rzek, która trafia do morza, a potem powraca na ląd w formie deszczu. Starzy zostają zastąpieni młodymi, zniszczone - nowym, a ja trwam niewzruszenie, niczym liczące miliony lat, gwiazdy. Ja staję się uosobieniem wszystkiego. Kreatorem i niszczycielem światów. Wszystko jest mną, a ja jestem niczym. I tylko to wtedy czuję... oddalenie i pustkę. 



P.S. Właśnie się zorientowałem, że to mój 69 post... if you know what I mean ;)

Senstyment

  Czas płynie niczym rzeka, której nie da się zatrzymać, a nasze wspomnienia przyjemnego dzieciństwa (nie każdy miał tyle szczęścia), pozostają praktycznie niezmienione... ale niestety uświadamiamy sobie, ile straciliśmy. 
  Na początku zabawki. 
  Ilu z nas, ma może jeszcze jakieś żołnierzyki, albo LEGO, bądź jakieś inne klocki? Albo pluszaki, które tak bardzo kochaliśmy, gdy byliśmy brzdącami (ja miałem taką psychopatyczną małpkę, co to się zawsze na mnie gapiła... wtedy był to dla mnie horror :/)? Po prawdzie, ja tam nadal lubię pluszaki. Fajne są :) Oddać ich nie chcieliśmy, bo kojarzyły nam się z dobrymi wspomnieniami, a myśl, że ktoś inny je dostanie, choćby rodzeństwo, była niedopuszczalna.
  Miejsca. 
  Z paczką znajomków, zawsze miało się jakieś miejsce do zabawy. A to gdzieś w lesie, na jakimś wzniesieniu stromym, z którego można było w dół skakać i zakładać się, kto dalej doleci, a to jakiś akwen którego nikt nie pilnował. A w mieście? Cóż... na pewno park. Drzewa, wolne przestrzenie, multum możliwości do odwalania. Może też trzepak... albo plac zabaw (jeśli dostępny) :)
  Ludzie. 
  Atmosferę tworzyli przede wszystkim ludzie. Nasi znajomkowie, z którymi można było poodwalać na zawołanie, albo praktycznie zawsze każdy był chętny na pogranie w piłkę nożną. Jak się trafiło na tych ludzi, co trzeba, to przyjaźnie pozostały do dziś i nawet odległość nie ma znaczenia (na szczęście [a jego nieszczęście ;)] mój kompadre mieszka nie tak znowuż daleko). Poza tym można też włączyć w to rodzinę, jak np. kuzynostwo, młodsze i starsze, z którym też można było poodwalać, bo w końcu były to dzieciaki, takie same jak my :)
  Sentymenty są dobre? Dla niektórych tak, dla niektórych nie. Są zarówno siłą, jak i słabością, ale jednego odmówić im nie mogę. Dobrze jest mieć coś, co przypomina, jak beztrosko nam było :)




niedziela, 20 stycznia 2013

Kwejku przy mnie bądź :)

  Dużo złego, ale też dużo dobrego można o tej witrynie napisać. Ja lubię ją przede wszystkim, za (w większości) pokręcony, albo całkiem inteligentny humor jak np. ten Wizard :) 
  Często na niego wchodzę? Na pewno raz dziennie, ale jak nie dam rady, to też nic się nie stanie wielkiego. Czasami jak mam zły dzień, to lubię sobie tak na kwejka wejść i popatrzeć, co też ludzie znów stworzyli ciekawego... albo też nie. 
  Nieograniczona ilość trollowania, a także czasami master trollingu, to jest przede wszystkim to, co napędza kwejka. Czasami ktoś wstawi linka do youtubowych win/fail, czasami ktoś wstawi całkiem udanego gifa, albo po prostu zabawnego z innych witryn. Można znaleźć romantyczny i artystyczny shit, albo zdania bez "głębi", wstawione na tle jakiejś zinstagramowanej grafiki. 
  W każdym razie jest to witryna udana, ale zamienia się w to samo co demotywatory. Odchodzi od założeń niestety :/ Mam tylko nadzieję, że ekspansja "gimbusiarni" (bądź dzieci neo, jak wolicie) nie będzie zbyt szybka i witryna nadal pozostanie zabawna :)



O moich wpisach

  Jak tytuł bloga wskazuje, są to moje "złote" przemyślenia, na temat otaczającej mnie rzeczywistości. A w takim razie, staram się pisać o każdym jej aspekcie. Czyli astronomia, medycyna, psychologia, fizyka, biologia etc. Jednakże, trudno mnie rozkminiać dokładnie tematy, z racji, że jedyne na czym się znam to wojsko i (sporo co prawda mnie tego zostało) medycyna ratunkowa... w sumie na upartego to sztuki walki, a także noże, jako środek walki i samoobrony. Aczkolwiek, z racji, że uwielbiam rozkminiać każdy szczegół Życia, to po prostu lubię to opisywać i właśnie dlatego powstał ten blog. Żeby ludzie (przynajmniej Ci, którzy ten blog obczajają) dowiedzieli się co myślę, a dzięki temu mogli poznać mnie (mimo iż mnie bezpośrednio nie znają... prócz paru osób), trochę lepiej. Jeśli przeczytasz to, co człowiek na prawdę myśli, to wtedy poznasz go lepiej, niżby bezpośrednio (nie wliczam przyjaciół, bo oni dokładnie wiedzą, jacy jesteśmy).
  Co do samych wpisów, to są w nich błędy interpunkcyjne (ortograficzne pewnie też się zdarzą), składniowe, a poza tym można pomyśleć, iż jest ze mnie kawał psychopaty... a może bezemocjonalnego dupka? Sami zadecydujcie :)



sobota, 19 stycznia 2013

Lie to me... plizzzzzzz

  Obłuda, kłamstwo i zniszczenia. Trzy nazwy, jedna rzecz (no dobra, to ostatnie to może nie bardzo) na to, co towarzyszy nam każdego dnia, albo to pod względem nas, albo osób postronnych, a także tych mniej, czyli bliższym nam. 
  Kłamstwo jest równie naturalną częścią życia, co i oddychanie. Każdy kłamie, w jakiś ten czy inny sposób. Albo to skłamiemy mamie, iżmyśmy dostali kolejną jedyczneczkę z matematyczki, albo jak już jesteśmy trochę starsi i okłamujemy naszych bliski w sprawach czysto sercowych, albo żeby zaimponować naszym kolegom niedorozwojom (na szczęście ja takich nie mam... za to mam równie rąbniętych jak ja :D) :)
  Najprostszym przykładem obłudy na skalę trochę większą, będą sieci sklepów pokroju Tesco (właśnie dlatego polecam wpis, który mnie zainspirował, a jest nim on... albo ona? doska-ambiwalencja). Mamią nas cenami, obniżkami, układem produktów na półkach etc., a my jako posłuszne owieczki, wiadomo, słuchamy poleceń pasterza, ale nadal to nam pozostaje wybrać źdźbło trawy, które wciągniemy na obiad :)
  Co do obłudy, na taką skalę kraju, to na pewno będą poczynania polityków względem ludu. Teoretycznie oni powinni nam służyć, znaczy się, naszej dobrej sprawie, ale jak widzimy, ostatnio tak za bardzo nie jest... w sumie, to czy kiedykolwiek w polityce tak było? No dobra, może prezydent Kwaśniewski. Lubiłem go. Nic nie obiecał i też nic nie zrobił :)
  Kłamstewek używamy w dużej mierze, żeby wykreować swoją rzeczywistość,  albo wyidealizować własne niedociągnięci, albo jakiejś osoby, na której nam zależy. 
  Czy kłamstwo jest złe? Wg. ogółu jaśnie oświeconego - oczywiście, że tak. Problem tylko w tym, iż każdy kłamie, więc, jeśli staje się to częścią życia, to dlaczego jest uważane za zło? To się dopiero nazywa zaprzeczanie własnym przekonaniom! :)
  Jak już wielokrotnie podkreślałem (chyba ze trzy razy), kocham ludzkość! :D


piątek, 18 stycznia 2013

Coś nie coś o filmie

  O filmach mógłbym pisać często i gęsto z racji, że jest wiele, które uwielbiam, i ogólnie obejrzałem, ale dziś wezmę na warsztaty jeden konkretny... no w sumie to dwa, ale pokrótce.
  Na początku, polecę wam "Dredd 3D". Co prawda, premierę miał w zeszłym roku, ale pod koniec września, więc to tylko parę miesięcy. Film, po prostu fuckin' amazing. Chyba najlepiej zekranizowany komiks ever! Po prostu... no jestem w nim zakochany po uszy. Film (nie boję się tego użyć) arcydzieło.
  Dobra, a teraz druga pozycja. "Faster" (pol. "W pogoni za zemstą", co w sumie lepiej oddaje naturę filmu) jest, pod względem pomysłu, dość prostym filmem. Zaspoileruję wam trochę. Głównym bohaterem jest, może nie tyle złodziej, co uzdolniony kierowca, uczestniczący w przestępstwie. Traci on brata, i po tym jak sam zostaje "zabity", gdy tylko budzi się w szpitalu postanawia zemścić się na zabójcach. Jak widać fabuła niezbyt oryginalna, ale jest to dość mylne. Trailer też jakoś niespecjalnie pokazuje (głębie to może nie) inną twarz tego filmu. Jak tak po raz pierwszy zobaczyłem trailer, to pomyślałem sobie "Hm... Jest Dwayne Johnson, jest akcja, może być niezła rozrywka" i co do tego się nie pomyliłem. Tyle tylko, że ten film (mimo średniej 6,7 na filmwebie) jest naprawdę udany. Do tej pory, nie spotkałem się z tak fajnie zrobionym, wyreżyserowanym i napisanym filmem, jak ten. Akcja idzie tu jak po sznurku, ale dzięki temu, to się ogląda tak cholernie przyjemnie, że po prostu nie sposób się od tego oderwać. Więc jak dla mnie, ten film zasługuje na ocenę minimum 8/10.
  W sumie, mógłbym poruszyć tu teraz temat zemsty i w ogóle, ale sobie odpuszczę. Jak o filmie, to o filmie. 
  Więc podsumowując, po prostu szczerze wam polecam "Faster" (a przede wszystkim "Dreed 3D"), bo jest cholernie odprężającym kinem :)



P.S. Polecam instruktaż, który dodany jest jako top commnet :)

Bullets are the beauty

  Broń - w całej swej prostocie, nie ma nic piękniejszego nad nią :) Co prawda tak jak pisałem poprzednio, piękno można wyrazić w liczbach, ale to właśnie one przemawiają za tym, iż to broń jest najpiękniejszą rzeczą, jaką homo sapiens stworzyli.
  Na najstarszych, do tej pory, szczątkach naszych praojców, znaleziono ślady włóczni, które były przyczyną  śmierci tego osobnika. Broń, to piękno równie naturalne w naszych instynktach, co i wschodzące Słońce, albo tęcza na horyzoncie.
  Pomimo różnic w czasie i odległościach, różne cywilizacje, zaczynały od tych samych broni, a teraz także, na takich kończymy. Gdziekolwiek byśmy nie byli, stworzymy to piękno, bo jest ono w nas zakodowane. Jest coś tak pierwotnie przyjemnego w dzierżeniu kawałka stali, który może odebrać życie w mgnieniu oka. Mało osób by mnie przyznało rację (większość uzna mnie za czubka), ale ludzie rzadko chcą przyznać prawdę, jeśli w oczach innych, ukształtowała by ona ich na świrów :)


czwartek, 17 stycznia 2013

Coś nie coś o uczuciach... i inne

  Z racji, że człek to zwierzę inteligentne i stadne, z czasem wykształtowaliśmy sobie odczucia moralnościowe (prościej uczucia). Dużo od nich zależy, łatwo je przestawić, za pomocą jakiegoś wydarzenia, mogą także zostać "stępione", można się starać nie mieć ich w ogóle etc. 
  Dzięki uczuciom, Świat staje się piękny i kolorowy, bo w małych rzeczach odnajdujemy przyjemność, bądź brzydki i szarawy, bo te rzeczy nas męczą i dobijają. Mogą to też być rzeczy wielkie, nastawienie innych ludzi do nas, ich opinia na nasz temat. Możemy tego nie okazywać, ale w głębi "krwawimy" z bulu i nadzieji (zupełnie jak Bronek ;). I to jest niezłe. Nie odsłonimy kart, to i ludzie nie będą się mieli do czego przyczepić. Dobra taktyka, przede wszystkim w szkole, gdzie zawsze znajdzie się ktoś, kto próbuje nam dogryźć. 
  Coś więcej do tematu?... hm... warto mieć uczucia, ale oczywiście w umiarkowany sposób i okazywać je tylko ludziom, których dobrze znamy i im ufamy. Warto np. kochać rzeczy, ludzi, bo nawet gdy dzień do rzyci i w ogóle, to jak sobie o tych rzeczach i ludziach przypomnimy, to nagle z kropel deszczu wyłania się tęcza, a ludzie na ulicy wyglądają na takich szczęśliwych :) Tak przynajmniej w teorii, w praktyce na pewno poczujemy się lepiej, ale niestety, tęczy nie będzie (no chyba, że akurat przestało padać, a Słoneczko się wyłoniło zza chmur) :/
  A co do innych... cechy charakteru, odgrywają dużą rolę w postrzeganiu nas przez inne osoby. Jak będziemy pysznymi siebie egocentrykami, to mało znajdzie się osób, którym przypadniemy do gustu. Tak samo gdy będziemy zbyt szczerzy, ponieważ ludzie nie preferują słyszeć prawdy, na swój temat.
  Introwertycy, ekstrawertycy... całe to tałatajstwo, którym jesteśmy. Trzeba się do siebie przyzwyczaić... no chyba, że nie przeszkadza nam nawzajemne zaszlachtowywanie się :)


środa, 16 stycznia 2013

Mikroskopijne maszyny

  Dziś postanowiłem napisać coś niecoś o nanobotach, inaczej zwanych też nanitami (preferuję drugą nazwę). Otóż, co jest w nich takiego zajebiaszczego? Przede wszystkim rozmiary. Są mikroskopijne (a przynajmniej będą docelowo), dzięki czemu mogą się wkraść w każdą szczelinę (bardzo przydatne narzędzia szpiegowskie). Druga sprawa to możliwość ich prawie natychmiastowej replikacji, także samoczynnej (w medycynie bardzo to pomocne będzie). Trzecia sprawa, to możliwość pożarcia praktycznie wszystkiego. Są też inne zalety jak projektowanie jednofunkcyjnych nanitów, możliwość łączenia się w większą całość etc. Ale mnie głównie chodziło, o te trzy główne możliwości. I teraz przytoczę przykłady z dwóch dziedzin, o których coś niecoś wiem.
  W wojsku, nanity będą bardzo pomocne, jako broń defensywno-ofensywna, broń masowego rażenia (BMR), urządzenia wywiadowcze, urządzenia lecznicze etc. Dzięki ich możliwości szybkiej replikacji, nie trzeba będzie używać drogich głowic uderzeniowych (bomba atomowa, nuklearna, wodorowa), bo wystarczy parę znacznie tańszych bomb, wypełnionych nanitami, nastawionymi na totalną destrukcję. Będą pożerały całe miasta, nie powodując skutków ubocznych, takich jak opad radioaktywny. Żołnierze, nie będą więc musieli mierzyć się z problemem w zajmowaniu pozostałości miasta.
  W medycynie nanity będą bardzo pomocne np. w leczeniu miażdżycy. Dziś robi się to w dwojaki sposób. Albo zakłada się stent, albo bajpas. Dzięki nanitom, można będzie uniknąć tej procedury, po prostu wstrzykując odpowiednią ilość sterowanych, bądź odgórnie zaprogramowanych nanitów, w ciało pacjenta. Te popłyną z krwią gdzie należy i rozwiążą problem. Albo zatamowanie krwotoku wewnętrznego. Dzięki nanitom, już na poziomie pomocy przedszpitalnej, będzie można je zatamować. Ratownicy medyczni, będą mieli takie zestawy nanitów, po prostu na swoim wyposażeniu. A z racji, że im coś jest częściej używane i popularne, to z czasem koszta produkcji tego czegoś, spadają drastycznie, więc taki zestaw nanitów ratowniczych, nie przejechał by specjalnie po kieszeni, nikogo z ministerstwa zdrowia ani NFZ-tu.
  Poza tym budownictwo, rolnictwo, inżynieria komiczna etc. Nanotechnologia bardzo przyspieszy rozwój i osiągnięcia rasy ludzkiej. W głębi duszy na to liczę :)



wtorek, 15 stycznia 2013

Człek przyzwoitym jest... czyżby?

  Co to znaczy, być przyzwoitym? W większości trzymać się ustalonych reguł gry, zwanej Życiem. Nie łamiemy zasad, trzymamy się przyjętej ogólnie, poprawnej moralności i savoir-vivre, a poza tym możemy mieć zestaw własnych zasad, które są wariacjami nt. ogólnej moralności. Bo np. przyzwoitym nie nazwiemy człowieka, który jest nieszczery, a dokładniej rzecz biorąc, jest oszustem, wobec innych (i nie chodzi mnie, o oszustwa w stylu, "Maciek dostał trzy cukierki, a ja sześć i wcale mu nie zabrałem"), aczkolwiek dla innych jego pokroju, przyzwoitym będzie. Może także, odgrywać "rolę" i przywdziewać co rusz, odpowiednie dla sytuacji, "maski przyzwoitości", dzięki czemu w danej grupie ludzi, wychodzi na "świętoszka".
  Z racji, że każdy ma inne wyobrażenie przyzwoitości, trudno jest dopasować się idealnie. Problem stanowią, nie tyle co ogólny zarys, ale szczegóły, których zaspokoić nie da się u każdego... a przynajmniej w grupie, ponieważ sam na sam, to zupełnie inny zestaw sztućców :)


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Motywację trzeba mieć

  Gdy człek coś tworzy, albo chociaż zabiera się za jakiś projekt, to potrzebuje chęci, zwanej także weną. No ja jej kurka nie mam...
  Meh meh meh meh meh meh ]:> Żarcik. U mnie, rzadko kiedy jej brak występuje. No, ale u niektórych jest inaczej.
  Najlepszym sposobem na podtrzymanie weny, jest mieć na uwadze cel, który w ten sposób chcemy osiągnąć. 
  Długoterminowe plany, najczęściej wymagają dużego nakładu pracy, co także osłabia motywację twórcy i może doprowadzić do osłabienia jakości, albo całkowitego zawalenia projektu, więc przede wszystkim trzeba się skupić na profitach, jakie ten projekt nam przyniesie. W grę wchodzi po prostu, stara, dobra zasada kiełbasy i bicza :) Bicz, czyli nasza samodyscyplina musi przeważać, ale kiełbasa na patyku, także powinna przed nami wisieć, bo dzięki temu, łatwiej znieść ból :)



P.S. Cycki są fajne. Lubię cycki :)

niedziela, 13 stycznia 2013

Piękno

  Po obejrzeniu pewnego odcinka (sezon 2, epizod 11), pewnego serialu (Person of Interest [pol. Impersonalni]) naszła mnie myśl, o idealności matematyki i fizyki. Liczby określają wszystkie rzeczy, wydarzenia, a nawet uczucia, które nas otaczają. Dzięki wyliczeniom matematycznym, można dokładnie określić kształt idealny, doskonałość istnienia, a także niebytu. Mam jednakże wrażenie, że niewielu ludzi potrafi to dostrzec. A to wielka szkoda, bo przez to wiele tracą. Dzięki wyliczeniom  mogliby np. znaleźć sobie idealnego partnera, albo hobby... albo jeszcze coś innego :) Sama liczba pi ma w sobie, każdą możliwą kombinację cyfrową, które opisują wszystko wokół :)



sobota, 12 stycznia 2013

Młodość

  Jak wiadomo, musi się wyszumieć :) Czy np. trzydziestoletni człek, może uważać się za młodego? Z biologicznego punktu widzenia, niby nie bardzo, ale za to duchem, jak najoczywiściej :) Ważna jest mentalność człowieka. Jeśli czuje się zmęczony i w ogóle, to nawet takiego dwudziestolatka, można uznać starym człowiekiem.
  Przede wszystkim trzeba zachować poczucie młodości, bo jeśli je stracimy, to nic nam nie pozostanie. A jak zachować to poczucie? Nie przejmować się zdaniem innych i robić, to co kochaliśmy robić, gdy mieliśmy -naście lat.
  Poza tym, jak mówi stare, dobre, chińskie przysłowie: Gdy nie wiesz  co powiedzieć, powiedz stare chińskie przysłowie :) Dobra, a tak na serio, to chodziło mnie o stare, dobre, polskie (chyba) przysłowie: W zdrowym ciele, zdrowy duch. Więc, żeby młodym czuć się na starość, to najlepiej sprawić, by nasze ciało także się takim czuło. Po prostu dbać o nie. Zdrowe odżywianie, spokojne miejsce swego lokum, a także ćwiczenia, takie jak kalistenika, treningi aerobowe etc. Poza tym joga - świetnie pozwala zapanować nad własnymi emocjami.


piątek, 11 stycznia 2013

A second too long

Jak ten filmik dobrze udowadnia, nawet jedna sekunda, może być ważna...



Podczas jednej sekundy, potrafi wydarzyć się tak wiele, a my nawet tego nie zauważymy. Wszelkie malutkie przemiany fizyczne, których obecności nie odnotujemy, skurcz, bądź rozkurcz mięśni, który wymaga wielu mechanizmów w ciele, zmiany w psychice, gdzie z dobrego humoru, nagle możemy popaść w depresję, jedna sekunda za dużo na rozmyślaniu, zamiast na działaniu etc.
  Tyle wyborów, które można podjąć. Tyle wyborów, które mogą zmienić dotychczasowy sposób życia... i jedna sekunda...

Być przyjacielem

  Przyjaciele, to rodzina, którą sami sobie wybieramy. A jeśli to robimy, to należy im okazać szacunek, na który zasługują.
  Pomimo różnic dzielących ludzi i tak zawsze znajdzie się coś, co ich połączy na, w sumie to, całe życie. Dzięki temu, koegzystują ze sobą dwie różne osobowości i przez to nie jest nudno, bo jedna może się wiele nauczyć od drugiej. Jedna może też zarazić drugą, jakąś pasją, z którą do tej pory się nie zetknęła, albo aż tak bardzo jej na niej nie zależało. 

  Jeśli mamy jakieś problemy i potrzebujemy wsparcia, to zawsze można się zwrócić do przyjaciela o pomoc, a on nam nie odmówi. W końcu, na tym to właśnie polega. Na obopólnym zaufaniu.
  Jak związki, powstają i przemijają, tak przyjaźń pozostaje na zawsze i nie osłabi jej czas, tak jak to robi np. ze skałami. Właśnie dlatego, wszelkie związki, powinny być oparte o przyjaźń, bo to najpewniejszy warunek ich trwania.
  A wracając do przyjaźni, po prostu dobrze jest, gdy istnieje ktoś, kto mimo twojego idiotyzmu, Cię akceptuje... no i zawsze można razem wyskoczyć na piwo i pizzę :)


P.S. Miałem wrzucić jakiś pedalski utwór o przyjaźni, ale chyba lepiej coś lepszego :)

czwartek, 10 stycznia 2013

Instynkt macierzyńki... tfu! Rodzicielski :)

  Całkiem przyjemna i oczywiście jakże naturalna rzecz. U niektórych objawia się mocniej, u innych mniej, a niektórzy nie chcą o tym myśleć, ale i tak występuje. U każdego odblokowuje się w innym okresie czasu (u mnie tak jakoś pod koniec 17 roku życia) i sprawia, że człowiek chce spłodzić swojego potomka, a jeśli nie da rady, to adoptować, żeby pozostawić coś po sobie. 
  Po części, rodzicielstwo, jest takim sposobem zapisania siebie w historii, aczkolwiek niewybiegającej za daleko w przyszłość, bo i tak prawdopodobnie zostaniemy zapomniani już na poziome prawnuków... jeśli chociaż do wnuków dożyjemy oczywiście (co też potrafi być problematyczne).  
  Rodzicielstwo, to po prostu taki genetyczny sposób, przekazania swojej osobowości na kolejne pokolenia, bo ponoć najbardziej wdajemy się w swych dziadków, nawet w przypadku, gdy ich nie poznaliśmy, bo zmarli przed naszymi narodzinami, albo w krótko po nich.


EDIT
Dziwię się, iż nikt nie zwrócił mi uwagi na to, że napisałem "macierzyński", a nie "rodzicielski", co też niniejszym czynię :/

środa, 9 stycznia 2013

Oczy zwierciadłem duszy

  Czy to rzeczywiście prawda, że potrafimy dostrzec duszę innych w ich oczach? Czy to prawda, że wystarczy spojrzeć i widzi się prawdziwą osobę? Chyba nie bardzo, szczególnie, że wszystko zależy od mimiki twarzy, bo bez niej, to trochę trudno cokolwiek dostrzec w tym organie. No bo np. wyciągnijmy oko z oczodołu i odłóżmy je gdzieś na bok. Czy wtedy, damy radę dostrzec duszę właściciela tego oka? Dodatkowo, do wszystkiego dochodzi psychologia poznawcza. Wnioskujemy, że osoba ma duszę i ją określamy, ale gdy osobę już znamy, choćby i chwilę. Więc jest to dość przekłamane... niemniej ciekawe. Określić duszę...




wtorek, 8 stycznia 2013

Wykonać!

  Człowiek ma to do siebie, że lubi być wolny. Wyzwolony spod wszelkiego jarzma opresji. Więc gdy ktoś rozkazuje mu coś zrobić, to albo bierze się za to z niechęcią, albo (jeśli nie ma żadnych konsekwencji) w ogóle się za to nie zabiera, ale dajmy mu wolną rękę, to zrobi cokolwiek, choćby było to coś takiego jak np. remont całego domu jednorodzinnego na własną rękę. Może nie zrobi tego z uśmiechem na twarzy i hymnem miłości i pokoju na ustach, ale jeśli nie otrzyma odgórnego polecenia z tym związanego, to wykona tą pracę sam z siebie nie narzekając na to... aż tak bardzo, bo zirytować może cokolwiek :)


poniedziałek, 7 stycznia 2013

Ciekawostka dla wszystkich

  Widzicie, mam radę równie ważną dla Was, co i dla mnie. Wszyscy jesteśmy czyimś powodem do masturbacji :) Mam szczerą nadzieję, że poprawiło Wam to humor :)


Pracuj ciężko

  Zawsze się mówi, że niektóre rzeczy są zbyt trudne do wykonania, wręcz niemożliwe. A ja mam na to tylko jedną odpowiedź: Bullshit! Nie ma czegoś takiego, jak rzeczy trudne do wykonania. Jedyne czego trzeba, to samodyscyplina (spore jej ilości) i tak, wiem, że u niektórych to może być problem. Ale pomyśl sobie drogi czytelniku, czy nie chciałbyś osiągnąć postawionego sobie celu, jeśli jest dla Ciebie taki ważny? Jedyne czego trzeba, to wziąć się do roboty i ruszać realizować ten cel, nawet jeśli wydaje się niemożliwy. Bo pamiętaj, że jeśli zaczniesz w końcu go realizować, to z niemożliwego stanie się cholernie ciężki, potem bardzo ciężki, następnie ciężki, a dalej to już jak po równi pochyłej :) Więc, przestań narzekać i po prostu pracuj ciężko :)


niedziela, 6 stycznia 2013

A fight is going on inside me

  W każdym człowieku toczy się walka. Walka między dwoma wilkami. Trwa przez cały czas. Wygra ten, którego karmić będziemy. Podejmując decyzje związane z naszym życiem, dokarmiamy jednego sprawiając, że drugi słabnie. Tą decyzją może być np. dołączanie się do jakiejś grupy społecznej, sprawiając, że zabijamy własne przekonania, na rzecz przekonań grupy. Tą decyzją może być sposób odnoszenia się do znajomych, rodziny. Tą decyzją może być nawet wybór marki mleka, jakiego użyjemy do zalania płatków.
  Każdego dnia toczy się we mnie walka...

sobota, 5 stycznia 2013

Anomia

A więc od dwóch dni na youtubie można znaleźć to wideo


A jedyne co mogę wam teraz polecić, to zamawiać! zamawiać! zamawiać! bo czekać warto :D A jak macie za mało Venflonu, to zawsze możecie wejść na ich witrynkę venflon.pl i pobrać za darmola ich pierwszy studyjny album i kilka innych starszych kawałków. Stanowczo polecam :D



Zakazany owoc

  Człek już tak ma, że kieruje nim ciekawość. Lubi udawać się w miejsca nieznane, niebezpiecznie  ale przede wszystkim, zakazane. Biblijna przypowieść o Wężu w ogrodzie Eden dobrze oddaje naturę sytuacji. Skuszamy się głównie na to, co jest zakazane. Ten dreszczyk emocji i niepewności, który towarzyszy gdy podejmujemy się łamania zasad. Jest to przyjemne uczucie i każdy to przyzna. Aczkolwiek, takie działania często prowadzą do kłopotów. Tylko, kto by się przejmował? :)
  Sięganie po owoc zakazany, może też przynieść korzyści. A to zdobędziemy to, czego w inny sposób byśmy zdobyć rady nie dali, a to zaimponujemy jakieś naszej sympatii i może coś dalej z tego wyniknie (if you know what i mean ;), a to po prostu robimy na złość naszym opiekunom (najczęściej rodzicom). Przednia zabawa :)



piątek, 4 stycznia 2013

Niebezpieczne używki

  Papierosy, cygara, alkohol, szeroko pojęte narkotyki, miłość, broń biała i palna, człowiek... cóż sporo ich i trzeba na nie uważać. Wiele z nich potrafi doprowadzić do nieprzyjemnych, uszkadzających organizm, efektów. I to naprawdę nieprzyjemnych, jak dziura we łbie, nóż w wątrobie, złamane serce, spalone płuca.
  Więc dlaczego się im poddajemy? Ponieważ używamy ich jako odstresowywaczy, żeby dopasować się do grupy, żeby czuć się pewniej, itp. itd., a z racji, że rzadko kto uważa, że np. medytacja, albo czytanie książek fabularnych także jest dobrym rozwiązaniem, to duże "korporacje" i korporacje sobie na tym odbijają, tworząc coraz to bardziej uzależniające i tańsze produkty. 
  Brawo dla ludzi! :D


Cudowna kraina

W tym poście wywód sobie odpuszczę, ponieważ wszystko jest zawarte w tym linku


A to tylko statystyka...

czwartek, 3 stycznia 2013

Posiadać duszę

  Człek jest stworzeniem posiadającym wysoka inteligencję (dobra, nie wszyscy, ale łapiecie), wolną wolę etc. Uważa się, że dzięki temu posiada coś takiego jak duszę. W wymiarze spirytualnym jest to tzw. second chance (ludzie duchowi tak tego nie nazywają... a może?), czyli życie po życiu. Wierzą, że trafiamy do lepszego lub gorszego miejsca jeśli się dobrze, bądź źle za życia sprawowaliśmy. 
  W wymiarze niespirytualnym, ludzie (ja także) wierzą, że to po prostu przedstawienie naszej moralności, że każdy człowiek taką moralność posiada i może ją zatracić, czyli potępić, lub też tego nie poczynić, czyli zbawić. Aczkolwiek jest to trudne do rozdzielenia z racji, że żaden z naszych uczynków nigdy nie ma tylko jednej barwy. Niestety, to co dla jednych wydaje się "dobre", dla innych wydaje się "złe" i nie mają znaczenia chęci zmieniającego. 
  Weźmy np. wojny, albo zabijanie w obronie własnej. Niektórzy to pochwalą i uznają za dobre, że żołnierze walczą na odległym lądzie zabijając ludzi, którzy potencjalnie mogą zagrozić ojczyźnie, ale inni znowuż nie widzą w tym sensu i uznają to po prostu za zbrodnię.


środa, 2 stycznia 2013

Bo strach nie jest zły

  NIE WOLNO SIĘ BAĆ
STRACH ZABIJA DUSZĘ.
STRACH TO MAŁA ŚMIERĆ,
A WIELKIE UNICESTWIENIE
STAWIĘ MU CZOŁO,
NIECHAJ PRZEJDZIE PO MNIE
I PRZEZE MNIE ,
A KIEDY PRZEJDZIE
OBRÓCĘ OKO SWEJ JAŹNI
NA JEGO DROGĘ.
KTÓRĘDY PRZESZEDŁ STRACH
TAM NICZEGO NIE BĘDZIE
TYLKO JA POZOSTANĘ


"Litania do Strachu" - F. Herbert - "Diuna"

  Ta litania przyświecała mnie, odkąd się z nią zapoznałem. Powtarzałem ją sobie w myślach, gdy ogarniało mnie poczucie strachu. 
  Wielu ludzi powiada, że się nie boi. Owszem paru rzeczy na pewno, ale śmierci np.? Tego raczej każdy. Ja nie wiem. Nie próbowałem nigdy, więc nie powiem żebym się bał. Problem w tym, że jak można biec szybciej, walczyć dłużej, jeśli śmierci się nie obawiamy? Moim rozwiązaniem tego problemu jest upartość w dążeniu do celu. 
  Wielu rzeczy się bałem, ale już ich nie pamiętam. Z wiekiem, każdy stary strach, stawał się zbyt stary i w końcu przemijał niczym seniorzy, którzy ustępują miejsca na tym świecie młodym. Teraz obawiam się tego, że rzeczywistość pożre moje marzenia, obawiam się, że utracę osoby na których mi zależy, które kocham w ten czy inny sposób. Wydaje mnie się, że każdy człowiek, akurat tego się obawia, tylko nie zawsze się do tego przyzna.
  O takie coś warto się obawiać... aczkolwiek jest to słabość, jednakże wolę taką, niż nie mieć żadnej i pusto egzystować na tym świecie bez grama miłości. 



A light from above

  Patrząc na nocne niebo, obserwując gwiazdy widzimy przeszłość, a to z powodu odległości, jakie światło tych gwiazd musi przebyć, żeby do nas dotrzeć. Wielu to przypomina ponoć stare zdjęcie i wydarzenia z przeszłości. Mnie osobiście po prostu nachodzi myśl, czy ta gwiazda na którą spoglądam, jeszcze istnieje i czy ma planetę, na której ktoś inny patrzy na gwiazdę wokół której my krążymy i czy zadaje sobie to samo pytanie? A potem mówię sobie, że jeśli taka osoba jest, to fajnie byłoby się spotkać i sobie pogadać, mimo iż byśmy się nie zrozumieli.
  Wspominać lubimy tylko te dobre rzeczy, ale złe też należy, bo z błędów trzeba wyciągać wnioski.


wtorek, 1 stycznia 2013

New Year ladies and gentelmans

  Cóż, dziś 1 stycznia 2013 z tegoż powodu, mam szczerą nadzieję, że wasze postanowienia weszły już w żucie. Mam też szczerą nadzieję, że te co bardziej realistyczne marzenia się wam spełnią :)
  Kacyk po sylwku (u mnie brak) jest oznaką dobrze spędzonej zabawy (czyli wychodzi, że nie u mnie)... ponoć. Nie trzeba się zajebać, żeby dobrze się bawić, aczkolwiek podchmielonym warto być, bo wszystko staje się wtedy takie prostsze i wyznawanie niektórych rzeczy (a może i wszystkich) przychodzi z łatwością. Alko bardzo pomaga. To taki nasz przyjaciel, który nigdy nas nie zawiedzie gdy na niego liczymy. 
  W każdym, razie uczniom od "zerówki" do 3 liceum, życzę udanego jutrzejszego dnia w szkole (jeśli macie zamiar się wybrać), a studentom kolejnego wolnego dnia (czyli sobie też) ;)
  W każdym razie Happy New Year po prostu :)