środa, 15 października 2014

Zabić z Miłości

Bo widzicie, sprawa ma się tak, że lubimy kochać. I nikt mnie nie powie, że jest inaczej.
Uczucie takie sobie się rodzi i jest i zostaje. I wszystko pinknie, fajnie. Ale czy ktoś pomyślał o tym, że to jest także powód unicestwiania rzeczy wszelakiej?
I nie chodzi mnie tu o miłosierdzie boskie, jeśli to wam przychodzi pierwsze do głów.
Chodzi mnie o zwykła ludzką Miłość.
Jak tak sobie to zanalizujecie (ale nie martwcie się - ja to zrobię za was, aby jeszcze wasze biedne główki nie przegrzały się od nadmiaru pracy) to wyjdzie na to, że chęć kochania czegoś doprowadza osobnika do tego, iż ten posuwa się do zniszczenia tego, co albo stoi na przeszkodzie temu uczuciu, albo zagraża po prostu jego istnieniu.
Prosty przykład - żołnierz zabijający wroga, aby chronić to co kocha, a to zazwyczaj oznacza jego braci broni. Tu można też wstawić miłość ojczyzny, albo umiłowanie wolności. I pewnie możecie uznać to za czyn szlachetny, ale jest też druga strona.
Osoby dążące do władzy, albo po prostu posiadania dużej ilości pieniędzy. Dla nich to jest biznes. Rzecz, którą ukochali całym swym Sercem. I posuną się do zabójstwa, byleby tylko ten cel osiągnąć.
Jeszcze prostszy przykład - zabijanie z powodu zazdrości. Przejaw Miłości? Mamy. Zabójstwo z tego powodu? Mamy.
Ale mamy także unicestwianie rzeczy. 
Np. człowiek, kóry dla osiągnięcia pewnej formy, poświęcił swoje koneksje społeczne na rzecz osiągnięcia tej formy. Przejaw zabójstwa? Owszem, tyle, że rzeczy niematerialnej.
Odcinanie się od ludzi na rzecz osiągnięcia absolutu (nie chodzi o wódkę)/transcendencji? Też zabójstwo. Wspomnień i powiązań z tym co materialne.
Także jak widać, Miłość potrafi być zabójczo skuteczna, drogie dzieci ;)





Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

czwartek, 2 października 2014

Życie przyszłością, teraźniejszością... przeszłością

Człowiek trafia w swym Życiu na osoby, które mówią mu, radzą mu, podpowiadają mu, że przeszłością nie warto żyć. Że powinien się skupić na tym co jest teraz i na tym co może mu się przytrafić. Że ma sobie wszystko zaplanować.
Przeszłość to potężna, przyciągająca do siebie siła. Zwalczyć ją niełatwo. I czasami po prostu nie można.
Niektórzy w niej utknęli, albowiem to, co kiedyś uważali za swą przyszłość, za jedyną możliwą opcję, obróciło się w pył, pogrążając ich ze sobą.
Przez to człowiek nie potrafi siebie zmienić. Pozostaje zamknięty w więzieniu własnych marzeń i wspomnień. Więzieniu do którego nie ma żadnego zamka, który można by otworzyć. Jedyne co pozostaje to mozolne przepiłowanie się przez kraty. Ale czasami i na tę jedyną rzecz, nie starcza człowiekowi czasu.
Tak więc umiera... zgorzkniałym starcem.


Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)