czwartek, 27 listopada 2014

Wmawianie sobie czegoś

"Kłamstwo powtórzone po tysiąckroć staje się prawdą" - ile w tym prawdy? A zasadniczo całkiem wiele.
Wszystko jednak (jak zawsze) zależy od sytuacji. Tzn. jak wielkie oddziaływanie na otoczenie i samą osobę, miała sytuacja w której mózg danego osobnika, zaczął tworzyć własną wersję zdarzeń, bądź ukształtowań Rzeczywistości.
Owa kwestia ma znaczenie, albowiem łatwo w ten sposób określić, jak wielkie szanse powodzenia, ma dane "kłamstwo", dane "wmówienie".
Na moim przykładzie mogę powiedzieć, że zauważyłem, iż wmówiłem sobie, że pewien utwór jest moim ulubionym. I mimo, iż za każdym razem, gdy jego słucham i czuję, że jest parę nut do poprawy, to w moim Umyśle nadal tkwi to więzienie zbudowane ze słów, że ten utwór jest najlepszym, z jakim do tej pory w swej egzystencji się spotkałem.
A co do innych przykładów?
Wystarczy sobie wyobrazić człowieka, który popełnił jakiś błąd i zrujnował coś, bądź kogoś w taki sposób, że nie da ani rady tego odpokutować, ani przywrócić do stanu bazowego. Tak więc, jego Umysł, gdzieś tam w głębokich zalążkach, zaczyna tworzyć wizję Rzeczywistości, bez tego wydarzenia, albo po prostu bez osobnika, jako prowodyra sytuacji.

P.S. Prosiłbym nie mylić tego posta z moim podobnie brzmiącym poprzednim.


A dziś rzeczony utwór, który dla mnie jest i będzie najlepszym.


Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

środa, 15 października 2014

Zabić z Miłości

Bo widzicie, sprawa ma się tak, że lubimy kochać. I nikt mnie nie powie, że jest inaczej.
Uczucie takie sobie się rodzi i jest i zostaje. I wszystko pinknie, fajnie. Ale czy ktoś pomyślał o tym, że to jest także powód unicestwiania rzeczy wszelakiej?
I nie chodzi mnie tu o miłosierdzie boskie, jeśli to wam przychodzi pierwsze do głów.
Chodzi mnie o zwykła ludzką Miłość.
Jak tak sobie to zanalizujecie (ale nie martwcie się - ja to zrobię za was, aby jeszcze wasze biedne główki nie przegrzały się od nadmiaru pracy) to wyjdzie na to, że chęć kochania czegoś doprowadza osobnika do tego, iż ten posuwa się do zniszczenia tego, co albo stoi na przeszkodzie temu uczuciu, albo zagraża po prostu jego istnieniu.
Prosty przykład - żołnierz zabijający wroga, aby chronić to co kocha, a to zazwyczaj oznacza jego braci broni. Tu można też wstawić miłość ojczyzny, albo umiłowanie wolności. I pewnie możecie uznać to za czyn szlachetny, ale jest też druga strona.
Osoby dążące do władzy, albo po prostu posiadania dużej ilości pieniędzy. Dla nich to jest biznes. Rzecz, którą ukochali całym swym Sercem. I posuną się do zabójstwa, byleby tylko ten cel osiągnąć.
Jeszcze prostszy przykład - zabijanie z powodu zazdrości. Przejaw Miłości? Mamy. Zabójstwo z tego powodu? Mamy.
Ale mamy także unicestwianie rzeczy. 
Np. człowiek, kóry dla osiągnięcia pewnej formy, poświęcił swoje koneksje społeczne na rzecz osiągnięcia tej formy. Przejaw zabójstwa? Owszem, tyle, że rzeczy niematerialnej.
Odcinanie się od ludzi na rzecz osiągnięcia absolutu (nie chodzi o wódkę)/transcendencji? Też zabójstwo. Wspomnień i powiązań z tym co materialne.
Także jak widać, Miłość potrafi być zabójczo skuteczna, drogie dzieci ;)





Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

czwartek, 2 października 2014

Życie przyszłością, teraźniejszością... przeszłością

Człowiek trafia w swym Życiu na osoby, które mówią mu, radzą mu, podpowiadają mu, że przeszłością nie warto żyć. Że powinien się skupić na tym co jest teraz i na tym co może mu się przytrafić. Że ma sobie wszystko zaplanować.
Przeszłość to potężna, przyciągająca do siebie siła. Zwalczyć ją niełatwo. I czasami po prostu nie można.
Niektórzy w niej utknęli, albowiem to, co kiedyś uważali za swą przyszłość, za jedyną możliwą opcję, obróciło się w pył, pogrążając ich ze sobą.
Przez to człowiek nie potrafi siebie zmienić. Pozostaje zamknięty w więzieniu własnych marzeń i wspomnień. Więzieniu do którego nie ma żadnego zamka, który można by otworzyć. Jedyne co pozostaje to mozolne przepiłowanie się przez kraty. Ale czasami i na tę jedyną rzecz, nie starcza człowiekowi czasu.
Tak więc umiera... zgorzkniałym starcem.


Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

wtorek, 9 września 2014

Krav Maga

Wiem, że pisałem już o tym, jak ważny w Życiu człowieka jest Sens, albo chociaż jego znalezienie, ale nie sądziłem, że za pomocą imaginacji danej sytuacji, można naprawdę zdać sobie sprawę z tego, jak brak rzeczy może człowieka dobić.
Bierze się to zapewne z tego, iż człek celu potrzebuje jakiegoś. A człowiek inteligentny, który łapie, o co w tym wszystkim biega, tym bardziej potrafi się dobić, tym że czegoś nie da rady więcej realizować.
Co do mnie nie jestem w 100% pewnym tej sytuacji, ale taka sposobność jednak może istnieć.

A utwór taki wam polecę :)

Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

niedziela, 13 lipca 2014

Bullshit

Bądź zakochany w jednej osobie, licząc na to, że kiedyś uda się Tobie z nią związać, mimo iż doskonale wiesz, że nic takiego nie wyniknie. Dzięki temu nie potrafisz się kuźwa przełączyć na myślenie "ale przecież są inne" i tak tkwisz sam, bądź nie, ale za to z całą pewnością samotnie...

No i wszystkie edycje kolekcjonerskie Wieśmaka 3 wykupione! Nosz kurwa ja pierdolę! A tak bardzo chciałem go mieć... choć raz w Życiu mieć wiedźminski medalion... smutek i nic prócz życia furią i brutalnością...







Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

poniedziałek, 26 maja 2014

Instynkt przekazywania wiedzy

Człowiek potrafi czerpać przyjemność ze wszystkiego - malowanie, pisanie, ćwiczenia, rozmowa, śpiew, taniec, zabijanie, brutalność, znęcanie się.
Czym jest to podyktowane? Ano tym, że jest to w człeku zakorzenione.
Tak samo jest właśnie z nauczaniem/przekazywaniem zdobytej wiedzy.
Jest to po prostu instynkt.
W zamierzchłych czasach, gdy nie istniały żadne sposoby przekazywania wiedzy, prócz formy werbalnej, lub przez pokaz, trzeba było sobie przekazywać wiedzę i przekazywać ją na kolejne pokolenia, aby te mogły łatwiej przetrwać i zasiedlić Ziemię w kolejne pokolenia.
To samo jest u zwierząt. Najzwyklejszy w Świecie instynkt, który jednak przez swoją skomplikowanie prostą budowę, jest właśnie taki wspaniały.
Dziś mamy do dyspozycji, zarówno encyklopedie, atlasy jak i po prostu elektroniczne banki danych, do których każdy może mieć dostęp, po prostu łącząc się z Internetem.
Ale nauczyciele i mentorzy nadal pozostają w obiegu. Nadal pozostaje w nich silne zachowanie przekazywania zdobytej wiedzy na innych, aby Ci także wiedzieli co należy zrobić, gdy znajdą się w danej sytuacji.
Ja sam miałem okazję uczyć ludzi pewnych rzeczy i muszę przyznać, że było to dla mnie naturalne... i przyjemne.
Tego typu ludzie odnajdą się zarówno dziś, jak i za -naście lat. Odnaleźli by się także w przeszłości i można śmiało twierdzić, że z pewnością mieli podobnych sobie przodków.

A dziś, przekazuję wam taki oto badass utwór. Indżoj :)



Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

wtorek, 8 kwietnia 2014

"Kochanie... byłeś świetny..."

Zdanie manipulacyjne... i fajka w ryjek na zakończenie :)
No ale o co mnie chodzi? O udawany przez kobietę orgazm.
Naszło mnie, że samica Homo sapiens robi to ze względu na instynkt protekcji.
Chce być chroniona i udając właśnie "szczytowanie" sprawia, że samoocena zdolności stosunkowych samca wzrasta co prowadzi do tego, iż pozostaje on z partnerką, którą daje radę zadowolić.
Mechanika tego systemu zahacza także o macierzyństwo. W końcu samiec to wojownik, obrońca i myśliwy. On jest bodyguardem i sklepem rzeźnickim w połączeniu ze sklepem garderobianym.
Kobieta za to jest świetna w utrzymywaniu ogniska domowego.
Udawany orgazm, to na początku zabieg świadomy, który jak każde praktykowane działania, staje się przyzwyczajeniem. Ale jest także zakorzeniony w świadomości genetycznej lini Homo. Jest zakodowany w podświadomości. 




Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

wtorek, 25 marca 2014

Przemyśleń braku czar

Myślenie o braku przemyśleń, to także przemyślenie.
Zastanawiasz się, dlaczego nic nie przychodzi Tobie do głowy i dlaczego tak długo nie aktualizujesz bloga.
Wkurwiasz się na siem.
Myśląc o braku przemyśleń dochodzisz też przy okazji do konkluzji, że... możesz już nie istnieć.
WTF?! o.O
Ano tak. W końcu jeśli nie masz żadnych bodźców do zastanawiania się, to znaczy, że wszystko wokół musi być ułudą... a Ty się czujesz w związku z tym niematerialnie.
Duch zamknięty w sferze swojej nieRzeczywistości.


I Know You Are, But... What Am I?


Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

środa, 12 marca 2014

Maszyna analityczna

  Mózg jest taką właśnie maszyną.
  Poprzez dane napływające z zewnątrz - wizualne, dźwiękowe, atmosferyczne, grawitacyjne etc. mózg ma feedback, dzięki któremu potrafi ustalić swoje położenie względem otoczenia, ale także analizować zagrożenia i korzyści jakie wokół się znajdują.
  Instynkt jest właśnie taką wypadkową. To, że szybko odsuwamy rękę od ognia; to, że odskakujemy od dzikiego zwierza, które na nas "warczy"; to, że nie zbliżamy się do miejsca, które wygląda niebezpiecznie, to właśnie sprawka analizy przez mózg, danych napływających z zewnątrz.

  Mózg to wg. wielu fizyków najbardziej złożona struktura w znanym nam Universie. Do dziś nie wiemy, jak dokładnie działa.
  Za to wiadome jest na pewno, że to po prostu i aż maszyna. Taka eletro-chemiczna maszyna.

A utwór? No cóż... wg. mnie, jeśli śpiewać o uczuciach i Miłości to w taki właśnie, energiczny sposób :)




Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

czwartek, 6 marca 2014

Znalezione - niekradzione... uczucie

Rozchodzi się o entuzjastyczne odczucie, gdy znajdziesz coś, czego od tak dawna poszukiwałeś.
I nie musi to być coś wielkiego. Po prostu... znalazłeś coś, co Cię dręczyło. Doprowadzało do skrzywienia osobowości, które albo się manifestowało zewnętrznie, albo też nie. Niemniej na Ciebie miało wpływ znaczny. 

Siedziało w twojej psyche i w pewnym (zazwyczaj dość znacznym) stopniu, ją kształtowało.
Ciebie samego.

Dla mnie tą rzeczą jest ten utwór niżej. Odkąd pierwszy raz go usłyszałem w "Person of Interest", zacząłem go szukać. Nie wiedziałem, jaki nosił tytuł. Dopiero po paru latach... dziś, udało się mnie go znaleźć. A był pod samiutkim nosem...




Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

środa, 26 lutego 2014

Nie czekaj ponieważ...

... się to nie opłaca. Możesz myśleć, zakładać, planować pewne sprawy (aczkolwiek nie polecam, bo plan to lista rzeczy, które się nie wydarzą), ale kuźwa nie czekaj.
  Czekając zmniejszasz szansę na powodzenie swojego założenia. To trochę jak z pierwszą pomocą - każda minuta zwłoki, to parędziesiąt % mniej szans na uratowanie osobnika.
  Tak samo jest właśnie z Tobą. Możesz działać rozważnie, analizować i to nawet polecam, bo później nie będziesz miał niechcianych wpadek, albo po prostu będzie ich znacznie mniej. Ale bądź też aktywny w swoich poczynaniach, ponieważ bierne czekanie, że ktoś zrobi coś za Ciebie, nie jest wyjściem, które polecam. Uwierz mnie, na słowo - mam w tym doświadczenie ;)
  Czekać, aż ktoś coś zrobi, to prosić się o niepowodzenie. A z niepowodzenia narodzi się porażka. A z porażki frustracja i żal do samego siebie, a to już potrafi człowieka "zeżreć" od środka. Tego przecież nie chcemy ;)



Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

środa, 19 lutego 2014

Szacunek do materii wszelakiej

  Rozchodzi się mnie głównie o to, że codzienny gest Szacunku, czy to do posiadanych przez nas ukochanych rzeczy, czy osób, czy też miejsc jest oznaką dobrego samoopanowania.
  Żeby potrafić uczynić znak Szacunku w kierunku rzeczy zarówno, które kochamy jak i nienawidzimy, trzeba mieć spory poziom samodyscypliny.
  Nauczenie się Szacunku wymaga dużej siły samozaparcia. Dzięki tej sile człowiek będzie potrafił się opanować w nawet najbardziej niesprzyjających mu warunkach. Warunkach ogólnych: praca, pogoda, codzienne Życie, organizacja rzeczy ważnych osobnikowi.
  Biorąc pod uwagę, że większość działa pod wpływem emocji, nie planując i nie kalkulując ani najbliższej ani dalekosiężnej przyszłości, to nauka Szacunku jest dobrym rozwiązaniem.
  Oczywiście działanie pochopne w niektórych przypadkach się sprawdza, to jednak na ogół przypadków, lepiej... zakładać. Bo plan, to lista rzeczy która się nie wydarzy ;)



Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

piątek, 14 lutego 2014

Valentine's Day

  No więc mamy już wszem i wobec znane na całym Zachodnim Świecie, święto zakochanych.
  Dlaczego tutaj o tym piszę? Em... pewnie dlatego, że Miłość jako zjawisko, to ważna rzecz i warto je pielęgnować nie tylko w tego typu dni.
  Z racji, że jest to rzecz, która zazwyczaj człeka napędza, chyba lepiej żeby buchała tym samym płomieniem każdego dnia, a nie tylko "od święta", co nie? ;)
  Także życzę wam wytrwałości w tym uczuciu i tym zjawisku, abyście nie poprzestawali tylko na 14 lutego, bo macie w zależności od roku, 365 bądź 366 dni na jego świętowanie :)



Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

czwartek, 6 lutego 2014

Sen czy drzemka? Oto jest... /zieeeeeeewwwww/

  Otóż, z racji, że jak wiemy, zdrowo jest spać po około 7 godzin na dobę, to większość ludzi, którzy to robią sądzą, że jest to rozwiązanie jakieś mało rzeczywiste. A to ponieważ i tak prześpią więcej ;)
  Ludzie wierzą w to, że właśnie taka ilość snu jest optymalna. Dlaczego? Badania of kors :) Wyniki wskazują na to, że mniej więcej tyle czasu starczy, aby człowiek się zregenerował jako tako i mógł pędzić dalej w "życie".
  Dlaczego ja nie wierzę w to założenie za bardzo? Hm... at otóż dlatego, że przeprowadziłem sobie mały eksperymencik na własnym organiźmie. Jak dla mnie rozwiązaniem są takie trochę dłuższe "drzemki". Optymalnie 1-godzinne. Ten czas sprawia, że człowiek da radę wyłączyć świadomość, ale jednocześnie nie osiągnąć fazy REM, dzięki czemu głęboki sen nie następuje. Minusem jest co prawda to, że nie będzie żadnych halucynacji sennych, ale nie każdy ich do bytowania potrzebuje.
  Dlaczego uważam, że zamiast snu takie "drzemki" są dobre? Raz - w ciągu doby "stracimy" tylko około 3-4 godzin czasu, dwa - człowiek po takich "drzemkach" czuje się i tak podobnie jak po wielogodzinnym śnie, ale plusem jest to, że łatwiej mu zasnąć i łatwiej jest się też wybudzić.
  Tak więc dlaczego nadal uważa się, że sen 7-godzinny, jest najlepszy? Bo jak do tej pory skutkuje ;) No i mamy też więcej wyników badań odnośnie tego systemu regeneracji, niż paru "drzemek" na całą dobę ;)



Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

środa, 29 stycznia 2014

"Uzewnętrznianie" frustracji

  Pomysł niby dobry. Człowiek pozbywa się wtedy nadmiaru negatywnych emocji, które w sobie magazynuje. Pozbywa się zazwyczaj poprzez metodę werbalną, rzadziej poprzez działanie kinetyczne na obiektach (czyta: po prostu je rozwala).
  Tylko czy to rzeczywiście dobra metoda? No chyba nie bardzo. Raz, że rozwala przedmioty w krótkim wybuchu agresji, która przysłania analizę konsekwencji; dwa, że jeśli wyrazimy frustrację na osobie, to jest to zazwyczaj ktoś kto jest pod ręką, a często się zdarza, że to nasi bliscy. A w ten sposób można zranić takąż osobę.
  Lepszym rozwiązaniem jest wizualizacja. Wyobrazić sobie, jak rozwalamy jakiś przedmiot o inny, bądź wyrzucamy ładunek frustracji na osobę. Z zewnątrz spokojni, z wewnątrz burza emocjonalna.
  Ta metoda jest o wiele lepsza, bo działa tak samo, a jednak niczego nie uszkadzamy i nikogo nie ranimy. Jedynie siebie i to w wyobraźni, która potrafi być potężnym narzędziem, jeśli dobrze ją wykorzystać.



Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

wtorek, 21 stycznia 2014

Strzała Amora

  Pewnikiem masz za sobą takie doświadczenie jak zakochanie, Drogi Czytelniku, także wiesz mniej więcej jak to działa. A Ci, którzy nie mają... no cóż, spróbuję wam opisać, jak to się mniej więcej objawia po raz pierwszy.
  Otóż objawia się to jakby ukłuciem ciepła i przyjemności, które pojawia się zarówno w czaszce jak i torsie i promieniuje już słabiej na kończyny. I tu mnie właśnie naszło przemyślenie odnośnie Kupidyna. Jest to postać z mitologi greckiej, która jest przedstawiana w sztuce zazwyczaj jako nagie dziecko wyposażone w skrzydła, a także łuk i kołczan pełen strzał, które to rzekomo mają wywołać w potencjalnym celu Kupidyna, uczucie zakochania do jakiejś innej persony.
  No i właśnie tu się pojawia to "ukłucie" zakochania, jakie zarejestrowałem u siebie. Ukłucie, które może symbolizować właśnie strzałę Kupidyna, która Cię dosięgła. Sądzę, że stąd właśnie mogła się postać Kupidyna narodzić.
  Tak jak każde boskie stworzenie było z czymś charakteryzowane, tak też i Kupidyn, mógł komuś na myśl przywieść łucznika właśnie z powodu uczucia, jakie ten zanotował u siebie w momencie spotkania osobnika, który wywołał w nim... no, zakochanie :)


Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

czwartek, 16 stycznia 2014

Pragnienie porażki

  Nie wiem czy i Ty tak masz, ale wiem, że ja na pewno. 
  Otóż, jeśli dopada to i mnie, to ludzi zapewne też. Pragnienie porażki. Czyli stan w którym, wcale nie jesteśmy w głębokiej depresji, tylko po prostu mamy ochotę zawieść na każdym możliwym "froncie" naszego żywota. Ale w jakim celu? Ano w takim, albowiem, bez tego czynu, czujemy, że nasze plany, na spełnienie zamiarów (znanych pod bardziej precyzyjnym określeniem, jako marzenia), mogły się w końcu zrealizować. 
  Powstrzymuje nas praca, albo studia, albo szkoła, albo rodzina, albo przyjaciele, albo... etc. etc. etc. Łapiesz o co biega ;) 
  W każdym razie jakie jest rozwiązanie tego "problemu"? Otóż żadne :) Po prostu myśl tak dalej, ponieważ jest to swojego rodzaju świetna motywacja, która pozwoli Tobie osiągnąć te cele, które sobie kiedyś założyłeś ;) I może nie będzie to za rok, albo dwa, ale prędzej, czy później się zrealizują, Drogi Czytelniku ;)
  Także, pragnij porażki ;) 

A teraz utwór, który wg mnie pasuje do tego wpisu w jakiś sposób. Indżoj :)


Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

sobota, 11 stycznia 2014

Włóczykijostwo

  Można też znaleźć pod nazwą: włóczęga, powsinoga, tramp, tułacz, obieżyświat. W każdym razie chodzi o ni mniej ni więcej niźli człeka, który podróżuje po świecie, albowiem czuje, że to jego sposób bytu. Człowiek, który czuje się swojsko w każdym zakątku globu, a warunki w jakich przyjdzie mu spędzić kolejną noc, nie mają dla niego większego znaczenia. 
  Jednakże, często taki sposób bytu, jest odbierany negatywnie. Wręcz wrogo. Mimo iż taki osobnik nie stanowi zagrożenia dla społeczeństwa. Określa się go mianem "niebieskiego ptaka". Tyle, że i to w pewien sposób może być odebrane negatywnie. Darmozjad - niezbyt miło to brzmi, co nie? ;)
  No ale tak już jest, gdy człek chce się realizować w jakimś swoim zamierzeniu. Szczególnie, że taki człowiek po prostu unika odpowiedzialności podatkowej, państwowej i narodowościowej. Nie ma dla niego granic, a cała ta technokratura, jest dla niego tworem czystego Zła. I właśnie przez to jest piętnowany.
  Po prawdzie wiem, że zdarzają się przypadki kryminalnej działalności takich osobników, ale to są jednostki, które po prostu uciekają przed czymś. 

  W każdym razie, włóczykij żyje spokojnie. Nigdzie mu nie śpieszno, albowiem cel podróży jest zawsze tam gdzie on się znajduje. 
  I taka osoba żyje szczęśliwie. Bez trosk, a jeśli już jakieś są, to tylko takie, czy będzie miał co zjeść na kolację i gdzie się napić świeżej wody.


Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

sobota, 4 stycznia 2014

Naukowo-Fikcyjnie

  Sci-fi - gatunek który przewija się tu i ówdzie (czytaj: w każdym medium rozrywkowym) i fascynuje nie mniej niż miliony osób na całym globie ziemskim (a zapewne także w głębokim kosmosie inne rasy o inteligencji podobnej, mniejszej lub większej do człowieczej).
  Są autorzy, którzy trzymają się bardziej faktów naukowych (choćby pan Lem), a są też tacy, którzy dadzą się porwać fantazji i tylko luźno spojrzą na fakty naukowe, a właśnie więcej pojawi się u nich fikcji.
  W każdym razie, co jest tak bardzo porywającego w tym gatunku? Otóż nasza potrzeba dążenia do czegoś. Odkrywania nieznanego. Po prostu ciekawość. 
  Czytając/oglądając/grając w dzieła z gatunku sci-fi możemy raz, że uciec od tej zazwyczaj szarej rzeczywistości w świat równie szary, ale mimo wszystko ekscytujący swoją egzotyką, a także tajemnicą skrywaną dla pielgrzymów, którzy mieli odwagę, żeby się udać w to nieznane. Możemy przełamać bariery myślenia "gruntowego" i wybić się w "przestworza" myśli. 
  Dzięki sci-fi nasza wyobraźnia może dosłownie rozwinąć skrzydła i pozwolić się również i nam rozwinąć. Wykształtuje w nas tory myślenia inne, niż te którymi podróżowaliśmy do tej pory.
  No i tak dla podsumy, kontakt z sci-fi to po prostu fun :)


P.S. Co do traileru, to się film dla mnie zapowiada jako coś bardzo fajnego biorąc pod uwagę koncept na jakim się opiera. Koncept, który jest mnie znany i przeze mnie lubiany :)

Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)

środa, 1 stycznia 2014

I kolejny rok...

... się zaczął. Kolejny rok na karku. Kolejny roczek bliżej do zejścia.
  Ale! To także nowy zestaw 365 (tym razem) dni. To 365 nowiuśkich dni. Kartek które tylko czekają, aż do nich podejdziesz i zapiszesz coś na nich swoją ręką, Drogi Czytelniku.
  Także pomyśl dobrze co chcesz za bazgroły tam wstawić, bo gdy raz zapiszesz stronę, to tekstu już nie poprawisz.
  Mogą to być obawy i nadzieje; plany i postanowienia; marzenia i myśli. Warunkiem jest tylko to, abyś później trzymał się wcześniej obranej drogi fabularnej. Nie staraj się zmieniać fabuły na kolejnych kartkach. To się nie będzie jadło i na koniec odniesiesz tylko porażkę.

  Także powodzenia w realizacji postanowień noworocznych :)


Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)