środa, 31 lipca 2013

Dziecięca podnieta

  Często mamy tak, że w wieku "dorosłym" nadal niektóre rzeczy wydają nam się niesamowicie zachwycające, choć dla kogoś mogą nie być. Patrząc na nie mamy przemożną ochotę ich zdobycia, jakbyśmy byli dziećmi. W swej intencji jesteśmy równie szczerzy, jak one, jednakże mniej socjopatyczni, bo jednak normy moralne w nas są, czy chcemy tego, czy też nie. 
  Ludzie spoglądają wtedy na nas z politowaniem i chęcią niesienia "pomocy". Nie potrafią tylko zrozumieć, że to jest własnie to niesienie sobie samemu pomocy. Po co mamy się ograniczać w pragnieniu czegoś, jeśli to nam pomaga? 
  Ja wiem, że tu można rzucić argumenty w stylu socjopaci, psychopaci, dyktatorzy-zabójcy etc. Ale powiedzmy sobie szczerze, gdybyśmy mogli, to sami bylibyśmy takimi dyktatorami ;) A tak, jesteśmy niegroźnymi fanatykami po prostu :) W końcu, Zachód, co nie? ;) 

  A utwór tak poza tematem, ale dobry, więc umieszczam (i polecam resztę twórczości tego zespołu) :) 



niedziela, 28 lipca 2013

Do widzenia - żegnaj

  Niby między tymi dwoma zwrotami jest mała różnica, a jednak oddziaływanie na osobę do której to skierujemy jest kolosalne.
  Gdy rzucimy do kogoś „do widzenia” to potraktuje to w sposób raczej „naturalny” i miły. Gdy powiemy do kogoś „do widzenia”, to nie zwróci na to większej uwagi, bo słyszy to każdego dnia, każdego tygodnia, każdego miesiąca.  
  Za to „żegnaj”, jest już zupełnie inne. Zazwyczaj gdy powiemy to do kogoś w swej wymowie, jest raczej negatywnie odbierane. Tak jakbyśmy życzyli komuś, że już więcej lepiej nie będzie się spotkać. Jednakże użycie tego zwrotu ma na celu pożegnanie kogoś, ponieważ nie jest się pewnym, czy kiedykolwiek się tą osobę jeszcze spotka.

  Gdy stoję sobie na ochronie i „żegnam” klientów, to używam „do widzenia”, bardziej niźli „żegnaj”. To z powodu, że klient z pewnością wróci, a po drugie, usłyszeć „żegnam” od pracownika ochrony, nie wpłynęłoby dobrze, na mniemanie klienta o danym sklepie/hipermarkecie/hali handlowej. 



środa, 10 lipca 2013

Jest chujowo... ale jednak stabilnie

  Ujowo się czuję. To dlatego, że no cóż… straciłem osobę na której mnie mocno zależało.
  Jedyna rzecz, której się obawiałem. Tak prawdziwie bałem. No i stało się. Straciłem ją.
  Jest ujowo z tego powodu. Ale dlaczego stabilnie? Ponieważ jest jeszcze jedna osoba, mój Kompadre – Kuba. Jedyny pewny punkt w moim zjebanym ze wszech miar Universie.
  To ten jedyny punkt, który pozostanie do Końca i dobrze o tym wiem. Tak samo jak i Rodzina. Bez Kuby nie będzie tego linka z Rodziną.
  Tak mnie zastanawia, czemu człowiek nie może mieć tej jednej prostej rzeczy. Spotykasz osobę na swojej drodze, pokochujesz ją, a potem ona znika, a Ty nie umiesz tego powstrzymać. I to boli w pewien sposób męczy. Później tylko rozmyślasz dlaczego tak jest? Dlaczego akurat Twoje Życie musi być na tyle kijowe, że nie możesz mieć tej jednej prostej, skomplikowanej jak komputer atomowy rzeczy, którą jest ta osoba. Osoba, która odpowie Ci na każde pytanie jakie jej zadasz, a jeśli nie potrafi tego zrobić, to chociaż Cię nakieruje na odpowiednią ścieżkę. Osoba przy której czujesz spokój… opanowanie… spełnienie.
  A jak jej nie ma, to pozostają Ci tylko przemyślenia i wspomnienia. Tworzenie scenariuszy sytuacji. Tworzenie innych Światów w których ta osoba wciąż jest. Może nie przy Tobie bezpośrednio, ale chociaż w Twojej świadomości, że jednak jest, że jednak jak napiszesz jej maila, list, bądź cokolwiek innego, to odpowie.

  Jest chujowo… ale stabilnie :)


P.S. Jeszcze trochę to będę musiał zmienić nazwę blogu na "smęty.blogspot.com" :P

poniedziałek, 1 lipca 2013

The Ostatnia Przemowa

  Dziś tak mniej od siem, ale i tak mniej więcej tak, jak ja bym to chciał ująć (no może prócz początku, bo nie do końca się zgadzam z jednym momentem). W każdym razie mowa bardzo zacna i warta przemyślenia... choć może i też nie, bo chyba wszystko co winno być, zostało w niej ujęte. 
  Enjoy moi Drodzy Czytelnicy :)


P.S. Utwór "Time" Hansa Zimmera, świetnie do tego pasuje :)