Na początku zabawki.
Ilu z nas, ma może jeszcze jakieś żołnierzyki, albo LEGO, bądź jakieś inne klocki? Albo pluszaki, które tak bardzo kochaliśmy, gdy byliśmy brzdącami (ja miałem taką psychopatyczną małpkę, co to się zawsze na mnie gapiła... wtedy był to dla mnie horror :/)? Po prawdzie, ja tam nadal lubię pluszaki. Fajne są :) Oddać ich nie chcieliśmy, bo kojarzyły nam się z dobrymi wspomnieniami, a myśl, że ktoś inny je dostanie, choćby rodzeństwo, była niedopuszczalna.
Miejsca.
Z paczką znajomków, zawsze miało się jakieś miejsce do zabawy. A to gdzieś w lesie, na jakimś wzniesieniu stromym, z którego można było w dół skakać i zakładać się, kto dalej doleci, a to jakiś akwen którego nikt nie pilnował. A w mieście? Cóż... na pewno park. Drzewa, wolne przestrzenie, multum możliwości do odwalania. Może też trzepak... albo plac zabaw (jeśli dostępny) :)
Ludzie.
Atmosferę tworzyli przede wszystkim ludzie. Nasi znajomkowie, z którymi można było poodwalać na zawołanie, albo praktycznie zawsze każdy był chętny na pogranie w piłkę nożną. Jak się trafiło na tych ludzi, co trzeba, to przyjaźnie pozostały do dziś i nawet odległość nie ma znaczenia (na szczęście [a jego nieszczęście ;)] mój kompadre mieszka nie tak znowuż daleko). Poza tym można też włączyć w to rodzinę, jak np. kuzynostwo, młodsze i starsze, z którym też można było poodwalać, bo w końcu były to dzieciaki, takie same jak my :)
Sentymenty są dobre? Dla niektórych tak, dla niektórych nie. Są zarówno siłą, jak i słabością, ale jednego odmówić im nie mogę. Dobrze jest mieć coś, co przypomina, jak beztrosko nam było :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz