poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Śmierć od narodzin

  „Człowiek umarł z chwilą narodzin” – taki mały cytacik który kiedyś przez przypadek (bądź nie) trafił do mego umysłu i postanowił w nim pozostać.
  Od tamtej pory, mój jakże zacny umysł postanowił go rozkminiać, over & over again. Co prawda do rozkminy nie ma tu za dużo. Bo co też może być?
  Człowiek umarł z chwilą narodzin… i już. Rodzimy się, ale nasza ścieżka i tak nie prowadzi do niczego innego, niż spotkania ze Śmiercią, Ponurym Żniwiarzem, Kostuchą (prócz jednego kolesia, Buddą zwanego). Tyle, że po tej drodze spotykamy wiele rzeczy, które zostają z nami na dłużej, albo aż do końca, kiedy to musimy się z nimi pożegnać, bądź odchodzą w tym samym momencie, razem z nami, jeśli tak zdecydują.
  Wychodzi więc na to, że w sumie nie ma po co żyć… ale to zależy tylko od Ciebie, drogi Czytelniku ;) W każdym razie, ja tam nie narzekam, na te „rzeczy”, które spotkałem do tej pory :)
  Człowiek umiera z chwilą narodzin… 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz