Tak to wygląda przynajmniej jeśli idzie o Świat zewnętrzny.
Bo wewnątrz, każdy marzy. Marzy, wiadomo, o lepszym Życiu. I dzięki tym
marzeniom stwarza swój mały Świat. Swój Świat w którym mimo wszelkich
przeciwności jest Panem, Stwórcą, Bogiem, a nie jakimś tam ochłapem „myślącego”
mięsa, które sprzedaje swoją duszę niczym dziwkę, za gotówkę, która pomoże mu
przeżyć. Swój Świat w którym zawsze będzie bezpieczny. Świat do którego nikt,
prócz niego i osób przez niego dopuszczonych, nie ma wstępu. Nawet gdyby siłą
chcieli się tam wedrzeć, nie dadzą rady, bo nie ma żadnej bramy, którą można by
wyłamać, a mury są… hmm… trwalsze niż ze spiżu :)
środa, 10 kwietnia 2013
Mróweczki
Dziś po zakończonym bieganiu (co by odzyskać utraconą formę,
chociaż, jeśli się ją straciło, to tak jakby buduję się ją od początku), będąc
na boisku szkolnym, które się znajduje niedaleko mnie, podczas rozciągania i dalszego
ćwiczenia (tzw. zaprawy więziennej), obserwując typowy peerelowski 10 piętrowy
blok, który znajdował się naprzeciwko mnie, doszedłem do wniosku, że jednak
uwielbiam miasta. Dlaczego? Otóż dlatego, że patrząc w okna w których światło
było włączone/zapalone/oświecone, patrząc na tych wszystkich ludzi, doszedłem
do wniosku, jak nic niewartymi kupami mięcha jesteśmy. Takimi mróweczkami, co
robią ile mogą, żeby tylko przeżyć, ale absolutnie nikt ich nie zauważa i nie zwraca na nie uwagi. A każdy krok "wielkich panów" sprawia, że giną ich setki.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz