środa, 10 kwietnia 2013

Mróweczki

  Dziś po zakończonym bieganiu (co by odzyskać utraconą formę, chociaż, jeśli się ją straciło, to tak jakby buduję się ją od początku), będąc na boisku szkolnym, które się znajduje niedaleko mnie, podczas rozciągania i dalszego ćwiczenia (tzw. zaprawy więziennej), obserwując typowy peerelowski 10 piętrowy blok, który znajdował się naprzeciwko mnie, doszedłem do wniosku, że jednak uwielbiam miasta. Dlaczego? Otóż dlatego, że patrząc w okna w których światło było włączone/zapalone/oświecone, patrząc na tych wszystkich ludzi, doszedłem do wniosku, jak nic niewartymi kupami mięcha jesteśmy. Takimi mróweczkami, co robią ile mogą, żeby tylko przeżyć, ale absolutnie nikt ich nie zauważa i nie zwraca na nie uwagi. A każdy krok "wielkich panów" sprawia, że giną ich setki. 
  Tak to wygląda przynajmniej jeśli idzie o Świat zewnętrzny. Bo wewnątrz, każdy marzy. Marzy, wiadomo, o lepszym Życiu. I dzięki tym marzeniom stwarza swój mały Świat. Swój Świat w którym mimo wszelkich przeciwności jest Panem, Stwórcą, Bogiem, a nie jakimś tam ochłapem „myślącego” mięsa, które sprzedaje swoją duszę niczym dziwkę, za gotówkę, która pomoże mu przeżyć. Swój Świat w którym zawsze będzie bezpieczny. Świat do którego nikt, prócz niego i osób przez niego dopuszczonych, nie ma wstępu. Nawet gdyby siłą chcieli się tam wedrzeć, nie dadzą rady, bo nie ma żadnej bramy, którą można by wyłamać, a mury są… hmm… trwalsze niż ze spiżu :)  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz