Dobra, a więc co chcę rozkminiać? No cóż… prędkość i wolność
:) Otóż, jak sobie spadamy, czyli normalnie, base-jumpingujemy, czyli lecimy
ułamek sekundy w xtreme miejscówkach, a także gdy skyglidujemy, to człeka
nachodzi adrenalina. I jest to zgodne z reakcją organizmu. Wtedy czuje się
błogie uczucie, które każdy może poczuć w momencie ucieczki przed dzikim
zwierzem, podczas stosunku seksualnego, skoków z wysokości (ale takich
niedużych), podczas przejazdów na tyrolce etc. etc. Dzięki temu właśnie hormonowi
i przestrzeni powietrza, która jest niczym nieograniczona, w człowieku budzi
się poczucie wolności. Takiej pełnej. Bo jesteśmy tam wysoko w powietrzu. Każdy
czuje się panem własnego Losu, bo nie ma nikogo, kto mógłby nam pierdolić, że o
jakie to niebezpieczne, że mamy obowiązki, że coś tam, coś tam.
Poza tym to przyjemne spędzanie czasu. Jasne, że jest go
niewiele, ale zawsze lepsze to niż nic :) Chwila błogości, a potem wielka chęć
powrotu do tej chwili. Się człowiek uzależnia powoli. Ale jest to jedno z tych
uzależnień, które nie szkodzi ludziom… no chyba, że za szybko postanowi się
przywitać z ziemią, if you know what I mean ;)
A więc, głównie rozchodzi się o to poczucie przyjemności,
związane z adrenaliną i endorfinami. I jedno i drugie można poczuć też na
lądzie. Starczy wkurwić jakiegoś dzikiego psa i zacząć przed nim spierdalać.
Nie dość, że sobie pobiegamy, to jeszcze całkiem szybko i całkiem długo. Można
nawet parkour sobie poćwiczyć ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz