czwartek, 2 maja 2013

Spadochroniarstwo w każdej formie

  Od razu na początku uprzedzę, że nigdy nie miałem z tym styczności, aczkolwiek za niedługo mam zamiar mieć :)
  Dobra, a więc co chcę rozkminiać? No cóż… prędkość i wolność :) Otóż, jak sobie spadamy, czyli normalnie, base-jumpingujemy, czyli lecimy ułamek sekundy w xtreme miejscówkach, a także gdy skyglidujemy, to człeka nachodzi adrenalina. I jest to zgodne z reakcją organizmu. Wtedy czuje się błogie uczucie, które każdy może poczuć w momencie ucieczki przed dzikim zwierzem, podczas stosunku seksualnego, skoków z wysokości (ale takich niedużych), podczas przejazdów na tyrolce etc. etc. Dzięki temu właśnie hormonowi i przestrzeni powietrza, która jest niczym nieograniczona, w człowieku budzi się poczucie wolności. Takiej pełnej. Bo jesteśmy tam wysoko w powietrzu. Każdy czuje się panem własnego Losu, bo nie ma nikogo, kto mógłby nam pierdolić, że o jakie to niebezpieczne, że mamy obowiązki, że coś tam, coś tam.
  Poza tym to przyjemne spędzanie czasu. Jasne, że jest go niewiele, ale zawsze lepsze to niż nic :) Chwila błogości, a potem wielka chęć powrotu do tej chwili. Się człowiek uzależnia powoli. Ale jest to jedno z tych uzależnień, które nie szkodzi ludziom… no chyba, że za szybko postanowi się przywitać z ziemią, if you know what I mean ;)
  A więc, głównie rozchodzi się o to poczucie przyjemności, związane z adrenaliną i endorfinami. I jedno i drugie można poczuć też na lądzie. Starczy wkurwić jakiegoś dzikiego psa i zacząć przed nim spierdalać. Nie dość, że sobie pobiegamy, to jeszcze całkiem szybko i całkiem długo. Można nawet parkour sobie poćwiczyć ;) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz