piątek, 15 lutego 2013

Fap, fap, fapping

  Masturbacja, onanizacja, ipsacja, samogwałt, bo pod takimi nazwami funkcjonuje zjawisko "robienia sobie dobrze", to po prostu naturalne dawanie sobie ulgi w cierpieniach samotności. Jeśli nie mamy pomocnej dłoni (If you know what I mean ;)), albo "brzoskwinki" bądź "drąga" i w zależności od tego możemy się albo "nabić", albo "zamoczyć" (opcje dobrać adekwatnie do płci... no chyba, że mamy odmienną orientację... albo po prostu gdy lubimy "inne" rzeczy), to nie pozostaje nam nic innego, jak "fapping" (u płci "pięknej" nie pamiętam jakie miano to nosi), zarówno ten "analogiczny" jak i "automatyczny" tzn. Renią Rączkowską, bądź "Wibrującym Przyjacielem".
  A pytanie powstaje: po co to robić? No cóż, jak już napisałem, cierpienie samotności, po prostu nie potrafienie znalezienia sobie partnera seksualnego (różne powody), ktoś jest nałogowcem i mu to nie wadzi, dziewczyna/narzeczona/żona nie chce "obrobić drąga", chłopak/narzeczony/mąż nie chce "jodłować w dolinie", bo po prostu większą przyjemność niż ludzie, sprawiają nam maszyny etc.
  Co daje "fapping"? Cóż... przede wszystkim robimy sobie dobrze, a dla psychy jest to ważne, dodatkowo u mężczyzn obniża też poziom testosteronu... co chyba też jest dobre... a przynajmniej na łysienie.
  A więc, co wybrać? Sex, czy onanizm? Z dwojga dobrego, wybierzcie sobie sami :)










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz