piątek, 30 listopada 2012

Marchew = zło; zło = zajebistość(?)


  Marchew – niby takie niepozorne warzywko, a kryje w sobie mroczną tajemnicę. Tajemnicę, która przenika człeka do szpiku kości (dosłownie). Tajemnicę, która morduje miliony (co prawda bardzo powoli i na ich własne życzenie). Tak drodzy kochani, tą tajemnicą (dla mnie i dla was już nie) jest rtęć.
  W marchwi znajduje się jej spora ilość, więc długoterminowe jej spożywanie podnosi poziom rtęci w naszym organizmie dość znacząco. Myśląc znacząco, chodzi mnie o ok. 10-krotne podniesienie jej zawartości. Więc, jak widać, marchew to zło!
  Jednakże, jakby nie patrząc, marchew jest zajebista. Jej spożywanie wzmacnia dziąsła i ściera zęby w okresie dojrzewania, no i B-karoten, który też jest zajebisty.
  Więc tu dochodzę do wniosku, że jeśli marchew jest złem wcielonym, ale jest zajebista, to znaczy to nie mniej, nie więcej, że zło jest zajebiste. Mindfuck! o.O


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz