sobota, 21 września 2013

Zakuć, zaliczyć, zapomnieć... a może jednak nie?

  A więc, dziś podejdę do tematu który, raczej nie jest obcy żadnemu człowiekowi, który tego bloga przegląda (wiadomo, umiejętność czytania wymagana). Otóż, rozchodzi mnie się o różnicę miedzy nauką (czyli dobrowolnym przyswajaniem wiadomości, nawet jeśli przekazuje je nam ktoś inny), a zakuwaniem (czyli tak jak w tytule). Dlaczego w ogóle taka różnica istnieje? Jest ona zależna w dużej mierze (a może i wyłącznie) od naszej sympatii do osoby przekazującej nam informację. 
  Jeśli nie pałamy do osoby "miłością", bądź osoba z czasem nam zbrzydnie emocjonalnie, to wtedy i my zaczynamy tracić sympatię do działu Nauki, który dana osoba miała nam przekazać. I tak, zamiast się uczyć, to po prostu opieramy się o zasadę ZZZ. 
  Inną sytuacją, jest brak potrzeby poznawania (czytaj: nie każdy jest filozofem): jeśli komuś zależy, jeśli komuś jest potrzebny tylko ten dany dział Nauki, to nie ma sensu, żeby uczył się też innych. I w tym momencie człowiek zamienia się w specjalistę - wyszkolony tylko w danym dziale Nauki. A reszta działów? Meh... reszta jest dla innych.
  Kolejną sytuacją, którą przytoczę, jest brak sympatii do osoby przekazującej wiedzę, ale sympatia do działu nauki nadal istnieje. Tutaj oprę się o swą osobą (z racji, że mam smykałkę do lingwistyki). Otóż, człek... no, powiedzmy, że lubi dany dział Nauki, ale osoba przekazująca jest... niekompatybilna z osobowością uczącego się. W takim wypadku, wszytko zależy od podania informacji. Jeśli materiały będą nieodpowiednie, to i ten polubiony przez osobę dział i tak jej zbrzydnie. 
  A więc jak widzicie, wybór między zakuwaniem, a nauką jest zależny od tych trzech czynników (wg mnie). I z tym was zostawiam. Miłego dnia :) 

A dziś naprawdę świetny utwór, naprawdę świetnego kompozytora (utwór pojawia się w finałowej wersji "rzeczonego", bardzo fajnego filmu akcji). Enjoy :) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz