Jest to ćwiczenie proste w wykonaniu i z którym każdy, kto
uczęszczał na zajęcia W-Fu, miał do czynienia.
Ćwiczenie polega na wyciągnięciu torsu ponad równoległą
linię, którą tworzą barki i lędźwia, gdy położymy się na płaskiej powierzchni
na plecach. Następnie trzeba zaprzeć się rękoma na wysokości głowy i mocno wbić
stopami w podłoże. A później już tylko używa się siły, że by unieść się w górę
tworząc coś takiego.
Ale o co mnie chodzi z tym ćwiczeniem, prócz tego, że jest
zajebiste? Otóż, że biorąc pod uwagę, iż jestem dopiero na Kroku 4, progu średniozaawansowanego z
ćwiczeń Wielkiej Szóstki (nawiązując do książki „Skazany na trening – zaprawa więzienna”),
potrafi nieźle dać w kość :) Ale w taki przyjemny sposób. Szczególnie, że po tym ćwiczeniu mięsień
czworogłowy uda jest świetnie rozgrzany. Ciepełko przyjemne rozchodzi się po kończynach
dolnych. Bardzo błogie uczucie. Zgaduję, że jeśli ktoś odbywa stosunki płciowe,
to mógłby to czucie porównać do orgazmu. W sumie, człowiek jest zajebiście
zadowolony i nagle staje się niesamowicie szczęśliwy :)
Kolejny plusem jest po prostu wzmacnianie mięśni głębokich pleców.
W końcu w tym celu, to ćwiczenie się narodziło :) Ale z racji, że w kalistenice ćwiczy się prawie wszystkie partie mięśni
wykonując którekolwiek ćwiczenie, także tutaj ćwiczymy dodatkowo mięśnie kończyn
górnych i dolnych, mięśnie torsu, a nawet mięśnie szyi i karku. Szczególnie
biorąc pod uwagę Krok 4 :)
Także, Drogi Czytelniku, szczerze polecam to ćwiczenie i
bierz się za nie jak najszybciej. Warto się trochę pogimnastykować, biorąc pod
uwagę, że ten dzisiejszy dzień zapowiada się sztywno ;)
Zapraszam też na moje pozostałe blogi :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz