sobota, 16 marca 2013

Odkrywanie rzeczy

  Często słyszy się, że naukowcy, bądź podróżnicy, bądź inni podobni, odkryli coś nowego. Wszystko fajnie pięknie. Wyruszają sobie takie chłopaki, bądź dziewczyny gdzieś w siną dal, szukając nowych miejsc, albo budują drogie aparatury miernicze w celu wyszukania jakiś tam zjawisk. I to jest fajne, zarówno dla nich, jak i dla nas, a przynajmniej dla tych, którzy się tym interesują. Tylko jest pewien haczyk. Nie można odkryć czegoś, co już jest. Twierdzenie, że naukowcy coś "odkryli" traci sens, z racji, że to coś już istniało. I to zazwyczaj od początków istnienia Wszechświata.
  Najlepszym przykładem (bo chyba najbardziej znanym) będzie "odkrycie" przez pana Krzyśka Kolumba Hameryki... tfu... Ameryki. Zastrzeżenie mam do tego, iż ten kontynent istniał już od bardzo dawna, zanim nasz żeglarz się do niego doczłapał. Albo grawitacja. Czy ona zaistniała dopiero wtedy, gdy sir Isaac Newton (swoją drogą, czemu jego imię i nazwisko nie są spolszczone, jak wielu innych?) ją opisał? Nie! Istniała od początku ZAWSZE. Twierdzenie, że ktoś coś odkrył JEST KURWA BEZ SENSU!!! Nie odkrył. Opisał! Znalazł (swoją drogą, czy można znaleźć coś czego się nie zgubiło?)! Albo cokolwiek kuźwa innego! Nie można odkryć rzeczy, które istnieją od miliardów lat i jeszcze trochę! To zupełnie, jak pewnego dnia Ludzkość "sięgnie" gwiazd i gdzieś w przestrzeni kosmicznej natkniemy się na planetę w całości z budyniu np. i wtedy przedstawienie publice: "Odkryliśmy tą niesamowitą planetę, której podstawowym budulcem jest budyń bla bla bla bla bla bla bla bla bla bla bla bla..."
  Matko, czy takie trudne jest, no nie wiem, napisać np., że ktoś coś opisał, albo zanotował, zauważył, ale nie kurwa odkrył? Ale nie! Po prostu tak się przyjęło stwierdzać i tak już zostanie. No cóż... moja strata i niepotrzebna frustracja...
  A teraz trochę post-rocka (bądź ambientu, jak kto woli) na uspokojenie :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz