Wielu powiada o nich ile to zrobili etc. Ale ja nie o tym. Mnie chodzi o cenę bycia takim właśnie bohaterem. Koszmary, depresje, różnego rodzaju schorzenia psychiczne. Jeszcze w wiele lat po wojnie mieli odruchy, które nadawały się do walki w okopach, ale nie do życia codziennego. Podczas snu nawiedzały ich wszelkie czyny, które popełnili, aby przetrwać Wojnę. A nie były to rzeczy, o których napomina się w pieśniach i utworach o ich bohaterstwie. Bardzo rzadko ludzie, dzisiejsi ludzie, chcą myśleć o tym co ich przodkowie musieli zrobić, aby Ci dzisiaj mogli sobie spacerować ulicami wolnego państwa.
Krew, pot i łzy, ale także śmiech i miłość, oto co towarzyszyło AKowcom i innym powstańcom podczas walki, zarówno bezpośredniej jak i tej psychologicznej i propagandowej. Ilu z nich umierało ze świadomością, że robią coś dobrego, a ilu myślało bardziej o sobie, albo o tylko tych kilku, których kochało? Tych drugich prawdopodobnie było więcej. Wnioskuję to z faktu, że wielu żołnierzy przyznawało się do tego, iż koledzy z oddziału byli ich rodziną i to bliższą, niż ta, która czekała na nich w domu.
W każdym razie bohaterowie są potrzebni przede wszystkim nam. Sami ich tworzymy, ponieważ oni się za takich nie uważają... no chyba, że przepełnia ich pycha, ale tacy zazwyczaj nie zabierają się za bohaterstwo. Bohater to przykład, który chcielibyśmy sami ucieleśniać, ale nie mamy odwagi, żeby dokonać takich czynów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz