środa, 5 grudnia 2012

Zakochanym być... przyjemnie jest :)

  Mam taką koleżankę... kumpelę... hm... na pewno bardzo dobrą partnerkę do dyskusji :) Szczerze powiedziawszy, to rozmawia mnie się z nią, jak z nikim innym i prawdopodobnie to był powód, dlaczego moje serce zaczęło bić mocniej (lubię to wyrażenie). Lubię przy niej przebywać, bo jest mnie wtedy miło i czuję... spokój... duszy. Tak, spokój duszy. 
  Zakochany w niej jestem od września 2009 roku. Wtedy jej o tym nie powiedziałem. Bałem się kompromitacji. Pamiętam, że zacząłem ją omijać trochę (a może nawet bardzo) i może powinienem był wtedy tego nie robić, ale inaczej nie potrafiłem. 
  Ostatnio byłem w Poznaniu na PGA i miałem sposobność spotkania się z nią, choćby na godzinę, ale zamiast tego, zostałem na imieninach kumpli, kumpla mego przyjaciela (zagmatwane co nie? ;)), zalewając umysł etanolem (tak wiem! zjebałem całkiem porządnie), no i dzięki tej, jakże rozważniej decyzji, ze spotkania nici.
  To, że się w niej zakochałem wyznałem jej, nie chcę ściemniać, ale pod koniec marca tego roku... chyba. Nawet nie pamiętam. Pamiętam za to, że jeszcze wtedy alkohol toczył się w mym organizmie i zrobiłem to za pomocą SMSa, więc nie bardzo się liczy (a przynajmniej jest to całkiem ujowy sposób). 
  Chciałbym z nią spróbować, bo odkochać się raczej nie dam rady, a też drugiej takiej jak ona to nie znajdę (a uwierzcie mnie, szukałem)... no ale jak widać Los coś innego sobie wyszykował (o! I mam temat do kolejnej rozkminy :)). Tyle, że mi to nie przeszkadza, aż tak bardzo, bo przy niej czuję się... szczęśliwy :)

1 komentarz:

  1. Twoje życie mnie smuci... musisz coś zmienić.
    Twój Przyjaciel :*

    OdpowiedzUsuń