Zakochany w niej jestem od września 2009 roku. Wtedy jej o tym nie powiedziałem. Bałem się kompromitacji. Pamiętam, że zacząłem ją omijać trochę (a może nawet bardzo) i może powinienem był wtedy tego nie robić, ale inaczej nie potrafiłem.
Ostatnio byłem w Poznaniu na PGA i miałem sposobność spotkania się z nią, choćby na godzinę, ale zamiast tego, zostałem na imieninach kumpli, kumpla mego przyjaciela (zagmatwane co nie? ;)), zalewając umysł etanolem (tak wiem! zjebałem całkiem porządnie), no i dzięki tej, jakże rozważniej decyzji, ze spotkania nici.
To, że się w niej zakochałem wyznałem jej, nie chcę ściemniać, ale pod koniec marca tego roku... chyba. Nawet nie pamiętam. Pamiętam za to, że jeszcze wtedy alkohol toczył się w mym organizmie i zrobiłem to za pomocą SMSa, więc nie bardzo się liczy (a przynajmniej jest to całkiem ujowy sposób).
Chciałbym z nią spróbować, bo odkochać się raczej nie dam rady, a też drugiej takiej jak ona to nie znajdę (a uwierzcie mnie, szukałem)... no ale jak widać Los coś innego sobie wyszykował (o! I mam temat do kolejnej rozkminy :)). Tyle, że mi to nie przeszkadza, aż tak bardzo, bo przy niej czuję się... szczęśliwy :)
Twoje życie mnie smuci... musisz coś zmienić.
OdpowiedzUsuńTwój Przyjaciel :*