A od czego jest sam żołnierz? Żołnierz jest od tego aby zabijać. Jest od tego aby wykonywać rozkazy bez chwili zawahania i zastanowienia. On nie ma myśleć. On jest narzędziem. Ma ufać rozkazom swojego dowódcy. Na misji/wojnie ma być narzędziem destrukcji i niczym więcej. To nie jest maszynka do bycia humanitarną i rozdawania pomocy potrzebującym. On ma walczyć. Ma zabijać i umierać i nie żałować absolutnie niczego co zrobił. Za to gdy wraca do domu, to może stać się ponownie przykładnym obywatelem. I robić to co robi najlepiej, słuchać się rozkazów. Tych od rządu, tych od rodziny. A po tym, jak miło spędzi czas w domciu, winien z powrotem wrócić na pole walki i zabijać, a także ginąć ramię w ramię, ze swymi braćmi broni.
Gdy tak patrzę na większość dzisiejszych żołnierzy, to widzę w nich ludzi. Zwykłych ludzi. Dobrych ojców i mężów. Nie widzę w nich maszyn do zabijania. Bo Ci, którzy nimi są, zostają po tej prawdziwej stronie bitwy. Oni nie wracają do domu. Jeśli mają szczęście zrobią to co konieczne, a później umrą.
Ale, czy żołnierz to rzeczywiście maszyna? Zadaniem żołnierza jest bronić granic kraju, a także ludności cywilnej przed wszelkimi zewnętrznymi zagrożeniami (od wewnętrznych jest policja i inne jednostki bezpieczeństwa wewnętrznego) gdziekolwiek by się one nie ukrywały. Jednakże pod tym całym osprzętem i bronią dzierżoną w dłoni, kryją się zwykli mężczyźni i kobiety. Mają uczucia i wątpliwości. I to jest największy problem właśnie. U żołnierza coś takiego nie powinno istnieć. Ale często jest tak, że żołnierzem kieruje chęć zemsty za poległego towarzysza i... w sumie jest to dobre. Doprowadza do tego, że przeciwnik musi zostać całkowicie zniszczony. A tego przecież chcemy... wszyscy :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz