poniedziałek, 17 grudnia 2012

Widzisz i nie grzmisz...

  A dziś coś o tym Najpotężniejszym. O tak drodzy kochani! Dzisiaj trochę o naszym wiecznie nieobecnym przyjacielu, który zasiada Tron (i nie mam na myśli klopa... ani tym bardziej filmu, bądź gry, która swoją drogą jest całkiem niezła) w Królestwie Niebieskim.
  Jak już pisałem wcześniej, dla mnie Bóg jest właśnie symbolem naszych Kreatorów. Ale teraz zajmę się opisaniem Boga, zapisanego w świadomości masowej. Otóż ma on dobre strony i złe. Zaczniemy od tych dobrych.
  Gdy człekowi jest źle i niewesoło, gdy ludzie się odwracają, gdy życie daje mu kopa w mały palec u stopy, to do kogo się zwraca zazwyczaj? Otóż to! Do Almighty'ego żeby ten mu pomógł w tej, jakże wielkiej, niedoli. Nie twierdzę, że jest to złe. Człowiek potrzebuje wsparcia psychicznego i wybiera czasami taką ścieżkę, a czasami po prostu udaje, że jest silny i, że mu to zwisa, bądź naprawdę taki jest. Ale wtedy to dość płytki pod względem emocji osobnik.  
  Druga dobra rzecz. Kościół - (chodzi mnie akurat o tę część jego, co się trzyma zaleceń "bądź dobry dla bliźnich") często organizuje pomoce humanitarne dla potrzebujący, co się chwali w społeczeństwie (choć są też głosy, że to takie "lizanie dupy" i "pod publikę"... pewnie coś w tym tkwi), uczestniczy w różnorakiego rodzaju zbiórkach dla potrzebujących, wydaje posiłki biednym i bezrobotnym, zapewnia im schronienie, a także chroni sieroty, tworząc im domy opieki (oczywiście dzięki gestom anonimowych dobroczyńców). I dzięki takim właśnie akcjom, gdzie księża twierdzą, że to wszystko zasługa Boga, zyskuje on w oczach ludzi jako ten "dobry tatuś".
  Dosyć zachwalania, czas przejść do rzeczy mniej pozytywnych. 
  Wiele wojen w przeszłości (i w sumie, jak się uprzeć, to dziś także) wybuchało, z powodów różnic między wyobrażeniem Boga jednych i wyobrażeniem Boga drugich... a także, trzecich i czwartych i piątych i tak dalej. Więc kiedy setki tysięcy osób padały zarzynane przez "wojowników Pana", z powodu szerzących się chorób, szkodników itp. Bożek Dobra Rada w oczach ludzisk stawał się tym "Gniewnym Ojcem, który w każdej chwili może na nas zesłać jakąś plagę... bądź coś.", więc wcale, a wcale happy nie było. Poza tym dorzućmy do kotła Inkwizycję, palenie na stosie za przekonania i innowierstwo i mamy całkiem kolorowy obrazek tego, jak nasz Friendo przyjemnie się prezentuje. 
  Oczywiście nie wyjaśnia to bezpośrednio tego, że to Bóg jest tym złym i niemiłosiernym, a także kochanym i opiekuńczym, tylko, że to wszystko my ludzie przecież zrobiliśmy. Po części jest to wyjaśnienie, ale nie zapominajmy, że sporo szitu w Bibli było ponoć napisane przez samego Boga, co nie? "Będę kochał Cię bezgranicznie, ale jeśli złamiesz choć jedną z moich 10 zasad, to skażę Cię na wiecznie pieczenie się, niczym bekon, w ogniach piekielnych"... kochany papo, nie ma co :/
  Dodatkowo na koniec, pierdyknę paradoks Boga. Teoretycznie może on stworzyć kamień tak wielki i ciężki, że nie będzie w stanie go unieść, ale jednocześnie nie ma dla niego rzeczy, których nie da rady przezwyciężyć, więc powinien móc go unieść. Ba Dum Tsss 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz